400 zł podatku od krowy? Sprawdzamy, czy polscy rolnicy będą musieli płacić

400 zł rocznie za każdą krowę? Takie kwoty coraz częściej pojawiają się w dyskusji o tzw. ETS3 i opłatach za emisje z hodowli. Jeden kraj UE już zdecydował się na taki mechanizm. Sprawdzamy, skąd wzięła się kwota 400 zł i czy podobne opłaty mogą w przyszłości objąć polskich rolników.

Wśród rolników coraz częściej pojawiają się informacje o tzw. ETS3 i możliwych opłatach za emisje z hodowli bydła. Padają nawet konkretne kwoty – około 350–400 zł rocznie od jednej krowy. Hodowcy pytają więc, czy Unia Europejska rzeczywiście zamierza wprowadzić „podatek od krów” i czy takie opłaty mogą objąć także polskie gospodarstwa.

Na dziś polski rolnik nie musi płacić za emisje swoich krów. Nie istnieje też unijny system oficjalnie nazwany ETS3. Komisja Europejska analizowała jednak możliwość objęcia rolnictwa mechanizmem wyceny emisji gazów cieplarnianych.

Jednocześnie jeden kraj UE poszedł już znacznie dalej. Dania zdecydowała o wprowadzeniu od 2030 r. opłaty CO₂e od emisji związanych z hodowlą zwierząt. I właśnie z przeliczenia duńskich stawek pochodzi pojawiająca się w dyskusji kwota około 400 zł za krowę.

Sprawdzamy, skąd wzięło się 400 zł, czym jest nazywany w debacie ETS3 i czy podobne rozwiązanie może w przyszłości objąć polskich rolników.

400 zł za krowę? Ta kwota pochodzi z Danii
Dania jako pierwszy kraj zdecydowała się na wprowadzenie opłaty CO₂e od emisji związanych z hodowlą zwierząt. System ma zacząć obowiązywać w 2030 r.

Stawka została ustalona na poziomie 300 koron duńskich za tonę CO₂e w 2030 r., a następnie ma wzrosnąć do
750 DKK/t CO₂e w 2035 r. Jednocześnie przewidziano 60-procentowe odliczenie, dlatego efektywna stawka ma wynosić odpowiednio 120 DKK/t CO₂e w 2030 r. i 300 DKK/t CO₂e w 2035 r.

Dania nie wprowadza jednak jednej stałej opłaty za każdą krowę. Podstawą rozliczenia jest emisja gazów cieplarnianych.
W przykładowych kalkulacjach dotyczących duńskiej hodowli przyjmuje się emisję rzędu 5,6 t CO₂e rocznie na krowę mleczną. Przy efektywnej stawce 120 DKK za tonę daje to około 672 DKK, czyli w przybliżeniu 400 zł.
400 zł nie jest więc oficjalną stawką podatku od jednej krowy. To wynik przeliczenia określonego poziomu emisji według duńskiej stawki.

Przy zastosowaniu tego samego założenia po 2035 r. kalkulacja daje około 1680 DKK, czyli mniej więcej 950–1000 zł rocznie na krowę. Także tę kwotę należy traktować orientacyjnie.


100 krów oznaczałoby nawet 40 tys. zł rocznie
To właśnie ten przykład najlepiej pokazuje skalę potencjalnego obciążenia, ale trzeba podkreślić, że nie jest to rachunek, który dziś otrzymałby polski rolnik.

Jeżeli czysto kalkulacyjnie przyjąć około 400 zł na jedną krowę, stado 100 sztuk oznaczałoby blisko 40 tys. zł rocznie. Przy analogicznym przeliczeniu po 2035 r. byłoby to około 95–100 tys. zł.

Są to jednak wartości wynikające z przemnożenia przykładowej emisji przez duńską stawkę. Nie można ich traktować jako prognozy podatku, który zostanie wprowadzony w Polsce.
Wysokość ewentualnej przyszłej opłaty zależałaby między innymi od przyjętej ceny emisji, sposobu jej liczenia, rodzaju produkcji, zastosowanych ulg oraz tego, kto zostałby objęty obowiązkiem.


Nie każda krowa emituje tyle samo
Właśnie dlatego określenie "400 zł od krowy" jest dużym uproszczeniem. Poziom emisji zależy między innymi od rodzaju zwierzęcia, sposobu żywienia, technologii produkcji oraz gospodarowania nawozami naturalnymi. Inaczej może wyglądać bilans emisji gospodarstwa mlecznego, a inaczej gospodarstwa zajmującego się opasem.

W przypadku przeżuwaczy szczególne znaczenie ma metan powstający podczas procesów trawiennych. Kolejnym źródłem emisji jest przechowywanie i zagospodarowanie obornika oraz gnojowicy.
Dlatego ewentualny przyszły system oparty na rzeczywistych emisjach byłby znacznie bardziej skomplikowany niż zwykłe przemnożenie liczby krów przez jedną stałą kwotę.


Czy w Polsce będzie podatek od krów?
Na dziś nie. Nie ma unijnego przepisu, który nakazywałby Polsce wprowadzenie od 2027 r. opłaty za emisje bydła. Nie ma również ustalonej na poziomie UE stawki, według której polski rolnik miałby płacić np. 400 zł za jedną krowę.

Duński system jest rozwiązaniem krajowym. Nie jest elementem obowiązującego unijnego EU ETS i nie przechodzi automatycznie na pozostałe państwa członkowskie.
To jednak nie oznacza, że temat cenowania emisji rolniczych można zignorować.



Cały artykuł mozna przeczytać tutaj.

 


Współpraca