A gdy skończy się wojna na Ukrainie….

Wojna za naszą wschodnią granicą, na Ukrainie trwa już cztery lata. Wiele sygnałów wskazuje, że wojna ta zakończy się w rozpoczętym właśnie roku. Co o tym świadczy i co to oznacza dla polskiego sektora mleczarskiego?


Zdaniem analityków, Stany Zjednoczone angażują się w wiele różnych działań jak Grenlandia, Wenezuela, Iran, bacznie patrzą również na Tajwan, co sprawia, że rośnie presja ze strony USA na osiągnięcie porozumienia między Rosją i Ukrainą. Należy pamiętać, że negocjacje między tymi krajami z udziałem USA, w których w ograniczonym stopniu uczestniczy też Unia Europejska, wciąż trwają. Chociaż różnice między stronami pozostają fundamentalne, szanse na zawieszenie broni do końca 2026 rosną. Świadczą o tym głosy polityków zachodnioeuropejskich, którzy wyrażają chęć rozmów i normalizacji stosunków z Rosją i osobiście z prezydentem Putinem.
           
Rzeczniczka Komisji Europejskiej Paula Pinho powiedziała w grudniu 2025 roku, że w pewnym momencie konieczne będą rozmowy również z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem, ale – jak wówczas podkreśliła – ten moment jeszcze nie nadszedł. O rozpoczęcie rozmów z Putinem w ostatnim czasie zaapelowali prezydent Francji Emmanuel Macron oraz premier Włoch Giorgia Meloni. Macron jeszcze w grudniu uznał, że Europa powinna znaleźć sposób na nawiązanie kontaktu z przywódcą Rosji. Po szczycie koalicji chętnych w Paryżu 6 stycznia powiedział, że Francja pracuje nad nawiązaniem dialogu w nadchodzących tygodniach. Meloni, która dołączyła do apelu Macrona, zaproponowała, by Europa już nominowała specjalnego wysłannika do takich kontaktów.
           
Również kanclerz Niemiec Friedrich Merz w przemówieniu wygłoszonym przed przedstawicielami biznesu Merz zasygnalizował gotowość do pojednania z Rosją – przynajmniej jeśli Kreml kiedykolwiek zakończy wojnę z Ukrainą. Merz nazwał Rosję „naszym największym europejskim sąsiadem” i wezwał do „zrównoważonych” relacji z tym krajem w przypadku zawarcia pokoju. - Rosja jest krajem europejskim – jeśli zapanuje pokój, jeśli zostanie zagwarantowana wolność, jeśli uda nam się to wszystko osiągnąć, panie i panowie, to Unia Europejska, my w Republice Federalnej Niemiec, zdamy kolejny test i będziemy mogli patrzeć w przyszłość z wielką ufnością, nawet poza rok 2026 – mówił kanclerz Merz.
           
O chęci znormalizowania stosunków z Rosją niejednokrotnie wypowiadał się także amerykański prezydent Doland Trump, co przesądza o kierunku politycznej woli świata zachodniego. Zdaniem wielu analityków politycznych i wojennych, Ukraina przegrała wojnę i może się ona szybko zakończyć przy stole negocjacyjnym.
           
Wstępny plan pokojowy zakłada, że ewentualne porozumienie będzie obejmować ponowną integrację Rosji z globalną gospodarką. Otwarcie Zachodu na handel międzynarodowy z Rosją oraz możliwe włączenie jej do organizacji ponadnarodowych, takich jak G8, miałoby obustronne korzyści. O jakich konsekwencjach dla Europy mowa?
           
Największym kosztem, jaki Europa poniosła w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę, było zrezygnowanie z importu surowców energetycznych z Rosji. Pytanie brzmi więc: jak mogłyby wyglądać powojenne relacje energetyczne? – Import gazu i ropy z Rosji nie wróci do poziomów sprzed 2022 roku. UE uznała uniezależnienie się od rosyjskich surowców za strategiczny imperatyw. Eliminuje to możliwość szantażu energetycznego oraz ogranicza dostęp Rosji do walut obcych potrzebnych do importu technologii, w tym tych wojskowych – odpowiada dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Lukę po rosyjskim gazie w dużej mierze wypełnił już gaz skroplony (LNG) z USA. Jednak, ze względu na koszty upłynniania, transportu morskiego i regazyfikacji, pozostaje on droższy niż ten transportowany rurociągami z Rosji. Zniesienie sankcji w ramach porozumienia pokojowego miałoby zatem jedynie ograniczony wpływ na obniżenie cen energii w Europie – wyjaśnia ekspert.
           
Dane handlowe pokazują, że rosyjski import towarów objętych sankcjami przez Unię Europejską do Rosji nie zmniejszył się znacząco. Został on w dużej mierze zastąpiony dostawami z krajów neutralnych, głównie z Chin, Indii i Turcji. Jak wskazują eksperci Coface, europejskie koncerny mogą mieć poważne trudności z odzyskaniem utraconych pozycji rynkowych. Z drugiej strony Rosja nie była w stanie w pełni zastąpić importu wysokich technologii, których produkcja koncentruje się w krajach nakładających sankcje. Dlatego najszybciej swoje udziały rynkowe mogą odzyskać producenci zaawansowanych komponentów, np. układów scalonych, oraz dóbr kapitałowych trudnych do szybkiego wytworzenia lokalnie lub w wystarczającej skali. Dotyczy to również produktów pozornie prostszych w produkcji, ale wymagających precyzji i większej skali. To zła informacja dla polskiego sektora rolno-spożywczego.
           
– Wznowienie dostępu do rosyjskich surowców krytycznych, takich jak metale i ziemie rzadkie, wolfram, lit itp., mogłoby znacząco pomóc europejskim producentom. Są one istotne np. w takich sektorach jak produkcja baterii litowo-jonowych, budowanie zaawansowanych systemów obronnych czy w inne branże, gdzie wykorzystuje się je w wysoko przetworzonej formie – mówi dr Mateusz Dadej. – Potencjalne otwarcie na współpracę gospodarczą z Rosją przyniosłoby zatem asymetryczne korzyści: Europa mogłaby łatwiej uzyskać dostęp do kluczowych surowców i sprzedawać zaawansowane technologie. Natomiast powrót do masowego eksportu towarów konsumenckich i pośrednich na rynek rosyjski byłby znacznie trudniejszy ze względu na utrwalone już alternatywne łańcuchy dostaw. Ewentualne zawieszenie broni nie oznaczałoby więc automatycznego powrotu do relacji sprzed 2022 roku. Natomiast stopniowe otwieranie się na współpracę gospodarczą z Rosją mogłoby potencjalnie przynieść wymierne korzyści. Dla Europy kluczowe będzie jednak to, jak szybko i w jakim zakresie mogłoby dojść do przywrócenia wymiany handlowej – podsumowuje ekspert.         

Tym samym szanse na powrót polskiej żywności na rynek rosyjski nie są duże. Dodatkowo należy uwzględnić fakt, że Rosja przez ostatnie lata rozwijała własne mleczarstwo, czy produkcję owoców i warzyw. Silna antyrosyjska postawa polskich władz i społeczeństwa także nie ułatwia przyszłego nawiązania normalnych stosunków handlowych.
           
Drugim krajem, z którym będzie trzeba ułożyć relacje, jest Ukraina. Polska mocno angażując się w pomoc dla tego kraju, liczy na udziały polskich firm w przyszłej odbudowie i na przyszłej trwałej obecności gospodarczej. Jednak Ukraina to wielki producent żywności, liczący się gracz w skali globalnej, który może zalać Polskę, jak i całą Europę swoją tańszą żywnością, przeciwko czemu protestują polscy i nie tylko polscy rolnicy. Jednym z niewielu artykułów spożywczych, w których Polska ma dodatni bilans handlowy z Ukrainą, są produkty mleczarskie. Jednak mimo trwającej wojny, Ukraina rozwija własną produkcję mleka, choć na razie widać trend spadkowy. Analizy wskazują, że produkcja mleka przenosi się tam z dziesięciu najbardziej zniszczonych wojną obwodów wschodnich i południowych do zachodnich obwodów Ukrainy: winnickiego, żytomierskiego, chmielnickiego i tarnopolskiego. Tam w ciągu ostatnich dwóch lat odnotowano największy przyrost pogłowia. – Po drugie wg danych ukraińskiego Stowarzyszenia Producentów Mleka w okresie od stycznia do października 2025 r. w Ukrainie wyprodukowano 5,87 mln ton mleka surowego, co stanowi spadek o 4% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Dla przypomnienia Polska produkuje około 15 mln ton mleka rocznie – mówi Marcin Hydzik, prezes Związku Polskich Przetwórców Mleka. Wreszcie udział przedsiębiorstw w produkcji mleka surowego wynosił 47 proc., a gospodarstw domowych – 53 proc., ale trend wzrostowy jest wyraźnie po stronie przedsiębiorstw kosztem rolników, którzy nie organizują się choćby w spółdzielnie mleczarskie. - Widać więc, że sektor mleczarski na Ukrainie dynamicznie się zmienia, co związane jest z rosnącą rolą przedsiębiorstw mleczarskich, które w najbliższych latach (do 2030 roku) mogą zdominować rynek – a to oznaczać będzie duże stada, zwiększenie wydajności i produkcji mleka – mówi Marcin Hydzik.
           
Przytoczone dane przez prezesa Hydzika wskazują, że za kilka lat Ukraina może również posiadać nadwyżkę produkcji mleka względem własnych potrzeb. Co to oznacza, polskie mleczarstwo wie doskonale, samo mając 30 proc. nadwyżkę. Naiwnością byłoby liczyć, że Ukraińcy nie będą próbowali wejść na polski rynek, a skupią się na rynkach dalekich krajów.
           
Koniec wojny, choć potrzebny i upragniony, mocno zmieni gospodarczą mapę Europy Wschodniej. Czy nasze mleczarstwo będzie umiało sobie poradzić z napływem żywności z Ukrainy? Czy uda się odbudować relacje handlowe z Rosją?
 

Współpraca