... ale koszty rosną
Na polskim rynku mleka pojawiły się pierwsze oznaki poprawy. Mleko przerzutowe kosztuje około 2,15 zł netto za litr, a w regionach z większym deficytem surowca ceny dochodzą już do 2,20 zł. Drożeją również masło, mleko w proszku i produkty serwatkowe. Jarosław Malczewski, prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej, wyjaśnia w rozmowie z Krzysztofem Wróblewskim, kiedy lepsza sytuacja rynkowa może przełożyć się na ceny skupu otrzymywane przez rolników.
Zdaniem Jarosława Malczewskiego na rynku mleka można mówić o wyraźnym powiewie optymizmu. O kierunku zmian decydują przede wszystkim ceny surowców przerzutowych, czyli mleka, śmietany oraz mleka zagęszczonego.
W ostatnich tygodniach ich wartość systematycznie rosła. Mleko przerzutowe kosztuje obecnie około 2,15 zł netto za litr, a w regionach z większym niedoborem surowca pojawiają się stawki dochodzące do 2,20 zł.
Regionalny deficyt mleka sprawił, że zakłady muszą coraz więcej płacić za surowiec kupowany na wolnym rynku. Może to być problemem dla przedsiębiorstw, które na przełomie roku zrezygnowały z części stałych dostawców, zakładając, że mleko przerzutowe pozostanie tanie. Według eksperta globalne koncerny mogą przenosić produkcję pomiędzy swoimi zakładami na różnych kontynentach, natomiast większość polskich przedsiębiorstw jest ściśle związana z krajową bazą surowcową.
Poprawa jest widoczna także na rynku podstawowych artykułów mleczarskich. Serwatka w proszku kosztuje około 8,20 zł za kilogram, a prognozy wskazują na dalszy wzrost jej wartości. Głównym impulsem jest rosnący światowy popyt na białka serwatkowe, w tym koncentraty WPC i izolaty WPI. Jednocześnie popyt na tłuszcze mleczne pozostaje słabszy, choć również na rynku masła nastąpiło wyraźne odbicie.
Cena masła w blokach wzrosła do około 21 zł za kilogram, podczas gdy dwa miesiące wcześniej wynosiła
zaledwie 14 zł. Odtłuszczone mleko w proszku przekroczyło poziom 13 zł, a cena sera gołda zbliżyła się do 15 zł za kilogram. Rosnąca wartość serwatki poprawiła również wyniki serowni. Malczewski szacuje, że łączne spieniężenie sera i serwatki zwiększyło się o około 10-15 groszy w przeliczeniu na litr mleka.
Poprawę cen eksportowych częściowo pochłaniają jednak rosnące koszty paliwa, transportu, pracy, logistyki i przechowywania. Dodatkowym problemem są blokady szlaków handlowych i konieczność poszukiwania alternatywnych kanałów dystrybucji. Dla Polski kluczowy pozostaje rynek unijny, na który trafia około 63% eksportowanych produktów mleczarskich.
Najważniejszym pytaniem rolników pozostaje termin podwyżek cen skupu. Według Jarosława Malczewskiego jako pierwsi mogą je otrzymać producenci związani z mleczarniami umowami handlowymi. Zakład, który musi wybierać między zakupem mleka przerzutowego po 2,15-2,20 zł a podniesieniem ceny stałemu dostawcy, może zdecydować się na zatrzymanie sprawdzonego producenta.
Inaczej wygląda sytuacja w spółdzielniach mleczarskich. Możliwość podniesienia cen będzie tam zależała od kondycji finansowej konkretnego zakładu oraz strat poniesionych w poprzednich miesiącach. Spółdzielnie muszą również zadbać o wynik finansowy na koniec roku. Koszt produkcji jednego litra mleka w gospodarstwie, zależnie od skali inwestycji, zadłużenia oraz własnej bazy paszowej, może wynosić od około 1,55-1,60 zł nawet do 1,80 zł.
Szczególnie trudna pozostaje sytuacja zakładów serowarskich. Pomimo stosunkowo niskich kosztów osobowych i wysokiego stopnia automatyzacji część z nich płaci rolnikom bardzo słabo. Wynika to z niskich cen serów i utrzymujących się zapasów. Światowa produkcja serów wzrosła w ostatnich dwóch latach, dlatego trwała poprawa będzie możliwa dopiero po zmniejszeniu nadwyżek.
Jednym z głównych problemów polskiego mleczarstwa pozostaje brak silnych, rozpoznawalnych marek. Kraje posiadające uznane marki producenckie mogą sprzedawać nawet masowe produkty mleczarskie o 20-30% drożej. Budowanie polskich marek zwiększyłoby pozycję negocjacyjną zakładów zarówno wobec krajowych sieci handlowych, jak i zagranicznych importerów.
Rozwój marek producenckich utrudnia jednak ekspansja marek własnych sieci handlowych. W rozmowie zwrócono również uwagę na skutki wpuszczenia wielkich sieci i dyskontów do centrów polskich miast, co osłabiło lokalny handel detaliczny. Zdaniem rozmówców Polska powinna chronić małe sklepy i lokalnych przedsiębiorców podobnie jak Włochy czy Francja.
Krzysztof Wróblewski i Jarosław Malczewski podkreślili także, że konsumenci często widzą jedynie cenę na sklepowej półce, nie znając kosztów ponoszonych przez rolnika. Jednym z rozwiązań mogłoby być czytelniejsze znakowanie podstawowych produktów rolno-spożywczych, pokazujące nie tylko kraj pochodzenia, ale również orientacyjny koszt ich wytworzenia. Pozwoliłoby to zobaczyć, jak niewielka część ceny detalicznej trafia obecnie do producenta rolnego.






