Blokada cieśniny Ormuz dotyka wszystkich
W kwietniu koncern mleczarski Lactalis, przez blokadę cieśniny Ormuz, jest zmuszony podnieść cenę swoich produktów mlecznych. Jak blokada cieśniny wpływa na polskie firmy mleczarskie i rolników?
Cieśnina Ormuz jest wyjściem na Ocean Indyjski z Zatoki Perskiej. Jest głównym szklakiem handlowym dla ropy i innych surowców wydobywanych w krajach arabskich i Iranie. Z tego względu blokada tej drogi morskiej przez Iran po ataku izraelsko-amerykańskim wpływa na całą gospodarkę światową. Tym samym nie omija rolnictwa i mleczarstwa.
Najlepszym potwierdzeniem tego jest wypowiedź prezesa największej firmy mleczarskiej na świecie – Lactalis, który powiedział, że wojna w Iranie zablokowała dostawy, opóźniła sprzedaż i doprowadzi do wzrostu cen dla konsumentów, ponieważ zakłócenia w łańcuchach dostaw podnoszą koszty energii, transportu i opakowań w jej globalnych operacjach. – Konflikt zmusił grupę do przekierowania ładunków z dala od Cieśniny Ormuz, kluczowego punktu przejściowego dla globalnego handlu, a niektóre dostawy towarów łatwo psujących się są narażone na zepsucie na morzu, co podkreśla, jak wojna oddziałuje na łańcuchy dostaw żywności i grozi wzrostem rachunków za artykuły spożywcze dla konsumentów na całym świecie. Będziemy musieli przerzucić te koszty na naszych klientów. To będzie kluczowa kwestia w 2026 roku” – powiedział Emmanuel Besnier, prezes Lactalis, podczas prezentacji wyników firmy w Hiszpanii.
Ponadto, francuska minister rolnictwa Annie Genevard wezwała producentów i sprzedawców detalicznych do omówienia sposobu podziału dodatkowych kosztów. Kilka ładunków ze świeżymi produktami Lactalis, takimi jak masło i śmietana, zostało zablokowanych na morzu lub w portach z powodu bliskiego zamknięcia Cieśniny Ormuz i grozi im utrata w przypadku przekroczenia terminów ważności – powiedział Besnier agencji Reuters.
Nie możemy się oszukiwać, że ta sytuacja nas nie dotyczy. Dotyczy. Potwierdza to między innymi Małgorzata Cebelińska, wiceprezes SM Mlekpol, która twierdzi, że każde poważniejsze zaburzenie na rynku surowców energetycznych lub w żegludze międzynarodowej może z czasem przełożyć się na koszty produkcji w całym sektorze. – Aktualnie najważniejsze jest utrzymanie elastyczności sprzedaży, bezpieczeństwa dostaw i dobrych relacji z odbiorcami na wielu rynkach jednocześnie – mówi wiceprezes Cebelińska. Dodaje, że w kontekście aktualnej sytuacji na Bliskim Wschodzie nie można też pominąć takich problemów jak rosnące koszty energii czy transportu. Mleczarstwo jest branżą energochłonną – produkcja i przetwórstwo mleka, jak również dystrybucja gotowych wyrobów wymagają dużych nakładów z tym związanych.
Ormuz to nie tylko ropa
Trzeba zauważyć, że kryzys w Zatoce Perskiej i transport z tego rejonu to nie tylko ropa. Innym, nie mniej ważnym surowcem jest siarka, która pozostaje jednym z najważniejszych surowców dla światowego przemysłu chemicznego. Obecnie ponad 90 proc. globalnej produkcji nie pochodzi z klasycznych kopalń, lecz z odzysku podczas rafinacji ropy naftowej i gazu ziemnego.
Skoro produkcja siarki jest dziś ściśle związana z sektorem naftowym i gazowym, największymi eksporterami tego surowca stały się państwa Zatoki Perskiej. Wśród liderów znajdują się Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Arabia Saudyjska, odpowiadające za kilka milionów ton rocznej podaży. Znaczenie siarki wykracza jednak daleko poza sam przemysł petrochemiczny – to podstawowy składnik wykorzystywany przy produkcji nawozów sztucznych, od których zależy współczesne rolnictwo. Nieprzypadkowo Arabia Saudyjska znajduje się dziś w światowej czołówce producentów nawozów. – Chociaż Unia Europejska, w tym Polska, pozostaje samowystarczalna w zakresie produkcji nawozów, ceny na tym rynku kształtowane są globalnie. W konsekwencji ich wzrost będzie miał istotny wpływ na sektor rolny. Dodatkowo szok cenowy występuje w szczególnie wrażliwym okresie roku, kiedy gospodarstwa rolne rozpoczynają zakupy nawozów oraz ich wykorzystanie. Sprzyja to silniejszemu przenoszeniu wzrostu kosztów nawozów na ceny dóbr końcowych – tłumaczy dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Problem polega na tym, że nawozy i surowce chemiczne są transportowane głównie drogą morską. Zakłócenia w regionie Zatoki Perskiej sprawiają więc, że statki tygodniami oczekują na możliwość załadunku lub przepłynięcia przez kluczowe szlaki handlowe. To może stopniowo ograniczać dostępność nawozów na światowych rynkach i podnosić ich ceny. A to z kolei ma bezpośrednie przełożenie na produkcję żywności. Współczesne rolnictwo jest całkowicie uzależnione zarówno od nawozów sztucznych, jak i od paliw. Gdy koszty jednych i drugich gwałtownie rosną, rolnicy zaczynają ograniczać wydatki – stosują mniej nawozów, zmniejszają areał zasiewów lub odkładają część prac polowych. Efekt jest zazwyczaj ten sam: niższe plony i mniejsza podaż żywności.
Historia pokazuje, że kryzysy energetyczne bardzo często prowadzą również do kryzysów żywnościowych. Jeśli tegoroczne zbiory okażą się słabsze niż przed rokiem, konsumenci na całym świecie mogą odczuć to już w najbliższych miesiącach w postaci wyraźnie wyższych cen artykułów spożywczych.
Szczególnie istotny pozostaje tutaj rynek oleju napędowego. Dzisiejsze rolnictwo opiera się na maszynach wykorzystujących diesel – od siewu po zbiory. Gwałtowny wzrost cen paliwa oznacza więc automatyczny wzrost kosztów produkcji rolnej. Jeśli ceny diesla utrzymają się na podwyższonym poziomie, część gospodarstw może ograniczyć skalę produkcji, co dodatkowo zmniejszy podaż żywności. Na ryzyko narastania presji inflacyjnej zwracają uwagę także ekonomiści PKO Bank Polski. Ich zdaniem obecnie wzrost cen żywności pozostaje jeszcze umiarkowany, jednak przeciągający się konflikt oraz rosnące koszty energii i transportu mogą w kolejnych kwartałach wyraźnie przyspieszyć dynamikę cen. Widać już pierwsze sygnały odwrócenia wcześniejszego trendu spadkowego na rynku surowców rolnych.
Dla Polski miałoby to szczególne znaczenie. Żywność i napoje bezalkoholowe odpowiadają bowiem za około jedną czwartą koszyka inflacyjnego GUS. Oznacza to, że nawet relatywnie umiarkowany wzrost cen żywności może mocno podbić wskaźnik CPI. A to tylko jeden z elementów układanki – równolegle drożeją przecież paliwa, energia oraz transport, co z czasem wpływa praktycznie na wszystkie sektory gospodarki.
Wnioski są dość jednoznaczne: gwałtowne wzrosty cen ropy naftowej rzadko kończą się wyłącznie na rynku paliw. Zwykle uruchamiają znacznie szerszy mechanizm obejmujący nawozy, produkcję rolną, ceny żywności i finalnie inflację konsumencką. I właśnie ten efekt może w najbliższym czasie stać się jednym z największych wyzwań dla gospodarki. - – Konsekwencje dla globalnej gospodarki wynikają nie tylko ze skali szoku podażowego, lecz także z szerokiego zakresu zastosowań dóbr nim dotkniętych. Ropa naftowa, nawozy oraz aluminium to surowce, których wzrost cen – prędzej czy później – przełoży się na ceny niemal wszystkich dóbr, oddziałując na każdy sektor polskiej gospodarki. Choć trudno dziś jednoznacznie określić, jak długo potrwa blokada cieśniny Ormuz, jedno pozostaje pewne: każdy kolejny dzień jej utrzymywania się pogłębia negatywne skutki dla gospodarki światowej – podsumowuje ekspert Coface. Skutki te nie ominą ani polskiego rolnictwa, ani mleczarstwa, ani gospodarstw, ani konsumentów.






