Po czyjej stronie jest demografia
Część ośrodków przestrzega przed przeludnieniem i grożącą nam z tego powodu katastrofą, a inne dane wskazują na postępującą depopulacje i wynikające z niej niebezpieczeństwa. Chociaż oba te zjawiska nie wystąpią, każde z nich niesie zagrożenia dla mleczarstwa i rolnictwa w ogóle
ONZ, WHO i inne liczne organizacje od lat przestrzegają o rzekomym przeludnieniu naszej planety. Obecnie na świecie żyje już ponad 8 miliardów ludzi, a według prognoz ONZ z 2024 roku, liczba ludności świata osiągnie 10 miliardów około 2086 roku.
Jednak twarde dane wskazują coś innego. Jak podaje analiza Banku Pekao, w ciągu ostatnich 15 lat wydarzyło się jednak w demografii coś nowego, czego nie umiemy dobrze wytłumaczyć. Mianowicie, dzietność na całym świecie zaczęła spadać dużo głębiej od prognoz, zarówno w krajach bogatych, jak i biednych, w krajach różnych kulturach i religii: muzułmańskich, chrześcijańskich, hinduistycznych i bezwyznaniowych. Co więcej, praktycznie żadne interwencje publiczne nie są w stanie odwrócić tego trendu, ani nawet go istotnie zahamować. - Wniosek, jaki płynie ze wspomnianych badań jest taki, że ludzie coraz mniej chętnie decydują się na dzieci i niewiele da się z tym zrobić. Populacja całego świata i znakomitej większości państw będzie się więc kurczyć, szybciej i wcześniej niż dotąd demografowie zakładali. Wyliczmy więc pokrótce jakie będzie to miało konsekwencje ekonomiczne i społeczne – czytamy w analizie Pekao.
Spadek populacji może mieć rozmaite konsekwencje. Z jednej strony łatwiej będzie gospodarować ograniczonymi zasobami naszej planety - zapewnić wszystkim dostęp do żywności, wody pitnej, dachu nad głową, infrastruktury: sanitarnej, transportowej, itp. innymi słowy, wraz ze spadkiem populacji wzrośnie PKB per capita. Z drugiej strony, chociaż poziom dobrobytu per capita na świecie wzrośnie (ceteris paribus), to jego tempo wzrostu spadnie, gdyż mniej ludzi oznacza mniejszy wkład czynnika pracy do produkcji dóbr i usług. Spadek dzietności oznacza również starzenie się populacji, a im starsza populacja, tym prawdopodobnie mniej skłonna do podejmowania ryzyka, zakładania firm, itp. Dynamizm głównych gospodarek zapewne spadnie. Mniejsze tempo wzrostu gospodarczego to z kolei większy problem z długiem publicznym. Obecnie główną strategią rządów na radzenie sobie z jego obsługą jest nadzieja, że nominalny wzrost PKB będzie wyższy niż oprocentowanie emitowanych przez nie obligacji. Z biegiem czasu będzie o to coraz trudniej. - Zamiast realnego wzrostu PKB w wysokości 3% trzeba się będzie przyzwyczaić do tempa 1%. Przykład Japonii jest bardzo ilustratywny – czytamy w raporcie Banku Pekao.
W tym miejscu dochodzimy do kwestii rozwoju gospodarki rolnej i żywnościowej. Zwolennicy teorii o przeludnieniu ziemi wskazują, że w związku z tym rośnie presja na zasoby naturalne, systemy żywnościowe. Ogromną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa żywnościowego odgrywa rolnictwo, będące podstawą produkcji rolno-spożywczej. W związku z grożącym nam ich zdaniem przeludnieniem trzeba podjąć radykalne działania proekologiczne, które dosyć mocno uderzają w rolnictwo, ze szczególnym uwzględnieniem mleczarstwa.
Jakub Olipra, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polska S.A. wskazuje, że rozwój globalnych gospodarek i wzrost zamożności ludzi, będzie prowadził do wzrostu konsumpcji, a tym samym będzie pozytywnie oddziaływał na popyt na produkty mleczarskie. Potwierdzają to dane z zachodnich instytucji statystycznych. Statysta przewiduje, że przychody z rynku mleka na świecie wzrosną do 344 mld USD w 2025 r., ze średnim rocznym wzrostem (CAGR) ok. 6 % w latach 2025–2030. W tym samym czasie wolumen sprzedaży osiągnie 245 mld kg do 2030 r., przy rocznym wzroście około 2 % IndexBox prognozuje natomiast, że w okresie 2024–2035 globalny wolumen mleka wzrośnie średnio 1,2 % rocznie, osiągając 1 255 mln ton do końca 2035 r. Wartość rynkowa zwiększy się o 1,5–2,2 % CAGR, osiągając w 2035 r. ok. 1 170–1 210 mld USD.
Kolejną sprawą dotyczącą demografii jest praca w rolnictwie i przetwórstwie mleczarskim. Młodzi ludzie nie chcą tak pracować, natomiast imigranci nie chcą w ogóle pracować bądź nie posiadają ku temu żadnych kompetencji. Znaczenie wymiany pokoleniowej jest poważnym wyzwaniem w całym sektorze mleczarskim. Już teraz branża musi się zmierzyć z koniecznością wymiany pokoleń nie tylko na poziomie gospodarstw, ale również w zakładach przetwórczych. Firmy i całe środowisko mleczarskie musi się zastanowić jak zachęcić młodych ludzi, aby pracowali na rzecz sektora mleczarskiego.
W krótkiej perspektywie czasowej, czyli 10-20 lat mleczarstwo powinno rozwijać się dobrze, gdyż będzie rósł globalny popyt na mleko i jego przetwory. Jednak przytoczone przez Bank Pekao dane o spadku populacji muszą budzić niepokój, gdyż z czasem będzie spadała ilość konsumentów, pracowników, a w ślad za tym może nadejść załamanie gospodarcze, które będzie również odczuwalne w sektorze rolno-spożywczym. Niezależnie od rozwoju sytuacji, rolnictwo i przemysł spożywczy będzie w lepszej pozycji niż np. sektor dóbr luksusowych, czy samochodowy.









