Drogie podróże mleka

Polska gospodarka oparta jest na transporcie samochodowym. Można stwierdzić, że paliwo, czy to olej napędowy czy benzyna, jest krwią zasilającą cały system gospodarczy. Nagle, dzień po dniu, ta krew jest coraz droższa. A jechać musi wszystko.


Od 28 lutego Izrael i USA zaatakowały Iran, rozpoczęły się wzrosty cen ropy naftowej, a za tym ceny paliw. Przełożyło się to również na sytuacje na polskich stacjach. Zmiana cen paliwa na hurcie tylko od 2 marca do 5 marca to wzrost o blisko 30 proc. Taka sytuacja ostatni raz miała miejsce w 2022 roku, gdy wybuchła wojna w Ukrainie. W opinii przewoźników drogowych obserwujemy skandaliczną manipulację cenami, bo sprzedawane obecne surowce nie pochodzą z transportów o wyższych cenach, a z tych, które kupowane były jeszcze po niższych cenach. – Nie ma szans, by przewoźnicy drogowi, ale także inni przedsiębiorcy działający w oparciu o konieczność zakupu dużej ilości paliwa z dnia na dzień wpisali sobie w koszty taki wzrost cen surowca bez straty dla działalności operacyjnej. Miałem w ostatnich dniach okazję rozmawiać z grupą przewoźników drogowych. Pojawiają się tam same katastroficzne myśli. Jeżeli ten wzrost cen się utrzyma, dla wielu firm to będzie ewidentne widmo nawet upadłości – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
           
Wzrost cen paliw wywołany blokadą Cieśniny Ormuz odczuje także polskie rolnictwo i producenci. Mogą pojawić się też problemy z półproduktami i półprzewodnikami z Azji – powiedział PAP Konrad Popławski z OSW. Ekspert ds. handlu międzynarodowego dodał, że jeśli blokada Cieśniny Ormuz jedynego morskiego wyjścia z Zatoki Perskiej na Ocean Indyjski się przedłuży, jej skutki odczuje nie tylko sektor paliwowy. Może to uderzyć także w rolnictwo, m.in. poprzez problemy z dostępnością nawozów oraz wzrost cen gazu – zaznaczył. Dodał, że Katar i Arabia Saudyjska, po krajach północnoafrykańskich, takich jak Maroko, Algieria czy Egipt, są ważnym źródłem zaopatrzenia Polski w składniki nawozów azotowych takie jak amoniak, czy mocznik.
           
Marek Tarczyński, prezes zajmującej się logistyką i spedycją morską firmy Terramar, zwrócił uwagę, że ropa naftowa i jej pochodne to tylko część problemu. - Mówimy o uderzeniu w import i eksport ogromnej ilości ładunków przemysłowych oraz spożywczych. Kraje tego regionu, mimo swojego bogactwa, niemal niczego nie produkują samodzielnie i większość dóbr muszą sprowadzać z zewnątrz podkreślił i dodał, że odcięcie ich od dostaw, to z jednej strony kryzys zaopatrzeniowy na miejscu, a z drugiej potężny cios dla europejskich, w tym polskich eksporterów żywności, odzieży czy technologii.

Scenariusz na po ataku na Ukrainę
Serwis Bankier.pl zauważył, że cena ropy naftowej skacze po kilkanaście procent dziennie i w poniedziałek 9. marca przekroczyła poziom stu dolarów za baryłkę. Równie mocno drożeją też gotowe paliwa. To stawia świat w sytuacji nawet gorszej niż ta sprzed 4 lat, gdy Rosja napadła na Ukrainę. W marcu 2022 roku groziło nam wstrzymanie dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego z Rosji. Jednak teraz jest znacznie gorzej. Ok. 20% światowych dostaw ropy naftowej i LNG nie może trafić na rynek z powodu faktycznej blokady Cieśniny Ormuz przez wojsko Iranu. Co więcej, izraelsko-amerykańska agresja na Iran wydaje się dopiero nabierać rozpędu, co oznacza dłuższe wstrzymanie dostaw surowców z Zatoki Perskiej. A na to ani rynek, ani infrastruktura naftowa nie są przygotowane. Co więcej, Iran ostrzega świat przed ropą po 200 USD za baryłkę. Ostatnie dni pokazują, że te groźby nie są bezpodstawne.
           
Bankier.pl zauważa, że o ile rynki paliwowe były przygotowane na kilkudniowy konflikt zbrojny, o tyle trwające tygodnie lub nawet miesiące blokada Cieśniny Ormuz grozi paraliżem globalnego łańcucha dostaw krytycznych surowców energetycznych. Nie chodzi tu tylko o samą ropę naftową, ale też gaz ziemny i gotowe paliwa. Kolejne kraje Zatoki Perskiej zmuszone są ograniczać wydobycie z powodu zapełnienia magazynów i braku możliwości wysłania towaru do odbiorców. W Iraku wydobycie ropy spadło już o 70%. To oznacza paraliż całego systemu. Jego restart nie będzie sprawą ani szybką, ani prostą.
           
Po kryzysie i wzroście paliw wywołanym wybuchem wojny na Ukrainie, tymczasowo obniżona została stawka VAT na paliwa z 23% na 8%. Obecnie samorząd rolniczy w postaci Krajowej Rady Izb Rolniczych wniósł o podjęcie przez Rząd Rzeczypospolitej Polskiej następujących działań takich jak: tymczasowe maksymalne obniżenie stawki podatku akcyzowego oraz podatku VAT na paliwa silnikowe; tymczasowe obniżenie lub zawieszenie innych opłat i danin publicznych, które stanowią znaczący składnik finalnej ceny paliwa, takich jak opłata paliwowa czy opłata emisyjna i wreszcie wprowadzenie skutecznych mechanizmów kontroli i stabilizacji rynku, które zapobiegną spekulacyjnemu zawyżaniu marż przez pośredników w obrocie paliwami.
           
Jednak zdaniem Bankiera.pl skopiowanie manewru podatkowego z 2022 roku i obniżenie innych danin jest niewykonalne z powodu fatalnego stanu finansów publicznych. Przy planowanym deficycie fiskalnym rzędu 6,5% PKB oraz długu publicznym przekraczającym konstytucyjny limit 60% PKB rząd nie ma za bardzo możliwości obniżenia podatków od paliw. Chyba żeby zdecydował się na cięcia w innych obszarach budżetu państwa. Najprawdopodobniej nie będzie żadnego z takich ruchów. Zdaniem analityków będzie dobrze, jeśli w detalu uda się uniknąć cen rzędu 10 zł/l.

Cień nadziei?        
Bankier jednak zwraca uwagę, że mimo wszystko na rynkach finansowych zdaje się dominować narracja o przejściowości obecnych problemów z dostawami paliw. Spekuluje się też o uwolnieniu rezerw strategicznych w państwach G7. Potwierdza to analiza Banku Pekao, gdzie czytamy, że ministrowie finansów grupy G7 oświadczyli, że są gotowi podjąć wszelkie niezbędne kroki w celu wsparcia globalnych dostaw energii, w tym uwolnić strategiczne rezerwy ropy naftowej. Mówi się o uwolnieniu 300-400 mln baryłek co stanowi 25-30 proc. z 1,2 mld baryłek w rezerwach.
           
Prezes Urzędu Regulacji Energetyki Renata Mroczek, zapytana o ocenę bieżącej sytuacji i wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie na ceny gazu, energii i paliw, powiedziała, że na razie nie ma podstaw do tego, żeby myśleć, że będziemy mieli powtórkę ze zdarzeń, które miały miejsce po wybuchu wojny w Ukrainie. - Wyciągnęliśmy z tamtych doświadczeń dużo wniosków, mamy zdywersyfikowane dostawy. W mojej ocenie nie ma podstaw do tego, żeby panikować. Potrzeba czasu, żeby zobaczyć, jak sytuacja będzie się rozwijała, czy obecne ruchy cen to tylko chwilowe wahnięcie, czy też wpłynie ona na zmiany kierunków dostaw i cen na globalnym rynku gazu w długim okresie. Mamy zapasy, a zima, czyli okres wzmożonego zapotrzebowania na gaz związany z wytwarzaniem ciepła, jest w zasadzie za nami, więc ja bym uspokajała emocje – powiedziała.
           
Należy jednak spojrzeć, że równocześnie rusza okres prac polowych w rolnictwie, które pochłaniają ogromne ilości paliwa. Tak nagły i drastyczny wzrost cen paliw znacząco podniesie koszty rolników, przetwórców, którzy muszą odebrać mleko z gospodarstw i dostarczyć gotowe produkty. Czy w tej sytuacji sieci handlowe wezmą część tych kosztów na siebie?
 

 

Współpraca