Trzeciego września br. Komisja Europejska przyjęła umowę handlową z blokiem państw Ameryki Południowej, Mercosur. Ponieważ umowa nie została ratyfikowana przez parlamenty narodowe, KE zaproponowała porozumienie tymczasowe. Właściwa umowa wejdzie w życie po ratyfikowaniu całościowej umowy przez PE oraz 15 państw członkowskich UE. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że znamy tylko ogólne założenia umowy, a nie jej konkretną treść.



            Przyjęta przez Komisję Europejską, tymczasowa wersja umowy ma zacząć obowiązywać przed formalną ratyfikacją przez wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej. Co ważne, umowy nie muszą ratyfikować wszystkie kraje, a jedynie wystarczy zgoda Parlamentu Europejskiego oraz co najmniej 15 państw UE reprezentujących 65% ludności wspólnoty. Jak czytamy w komunikatach Komisji podyktowane jest to chęcią przyspieszenia korzyści gospodarczych, zwłaszcza dla przemysłu i eksportu europejskiego.
            Zgodnie z treścią porozumienia pomiędzy Unią Europejską a krajami Mercosur, czyli grupą państw, w skład którego wchodzą Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj, zniesione mają zostać liczne cła i bariery handlowe, uproszczone zostaną procedury administracyjne, a normy techniczne mają być ujednolicone z międzynarodowymi standardami. KE przedstawia to jako impuls dla wzrostu gospodarczego i tworzenia miejsc pracy. Od dawna jednak najwięcej kontrowersji budzi kwestia rolnictwa. Umowa zakłada otwarcie unijnego rynku na import szeregu produktów rolnych z Ameryki Południowej, takich jak wołowina, drób, cukier, miód, etanol czy wieprzowina.
            Według oficjalnych danych, w Polsce działa około 1,3 miliona gospodarstw rolnych. Mimo postępującej od lat konsolidacji większość to nadal małe i średnie gospodarstwa rodzinne, które nie mają nic wspólnego z wielkoskalową, zmechanizowaną produkcją rolną z Brazylii czy Argentyny. Pamiętajmy, że rolnictwo w naszym kraju to nie tylko jeden z sektorów gospodarki – to ważny element naszej tożsamości.
            Unijni urzędnicy lubią podkreślać obowiązujące we wspólnocie jedne z najwyższych na świecie standardów w zakresie produkcji żywności. Rolnicy muszą przestrzegać dziesiątek regulacji dotyczących ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt, bezpieczeństwa sanitarnego, środków ochrony roślin, a nawet estetyki pakowania. Wszystko to jest kosztowne, czasochłonne i coraz trudniejsze do udźwignięcia. Dodatkowo rolnicy muszą udźwignąć ciężary związane z wprowadzeniem Zielonego Ładu, wysokiej inflacji czy horrendalnie wysokich cen energii. Nagle KE chce, aby europejskie produkty rolne i spożywcze konkurowały na wolnym rynku z produktami powstającymi w wielkich plantacjach Argentyny czy Brazylii, które nie muszą przestrzegać żadnych zielonych regulacji.
Chemia na polach Ameryki Południowej
            Ważną kwestią, a najczęściej pomijaną jest masowe stosowanie w Ameryce Południowej pestycydów od dawna zakazanych w Europie. Tylko Brazylia dopuszcza aż 3669 środków. Warto przytoczyć dane z filmu wyprodukowanego przez niemiecką telewizję Arte, z których wynika, że w 2018 roku trzej giganci chemiczni – Syngenta, BASF i Bayer – sprzedali do Brazylii ponad 80 tys. ton zakazanych pestycydów. Aż 90% tych produktów pochodziło z fabryk ulokowanych w Europie: w Niemczech, Francji, Holandii, Hiszpanii, Belgii, Włoszech i Wielkiej Brytanii. Mamy tu swoisty dualizm – europejskie koncerny chemiczne produkują zakazane w Europie środki chemiczne i sprzedają je do Ameryki Południowej, gdzie zostaną wykorzystane w produkcji rolniczej, której produkty trafią na europejski rynek. Nie ma nawet żadnych gwarancji, że ta żywność będzie należycie kontrolowana. Umowa z Mercosur to sygnał, że interes wielkiego przemysłu stoi dziś wyżej niż interes społeczności lokalnych, rodzinnych gospodarstw, czy narodowych gospodarek. - Polski sektor rolno-spożywczy wskazuje, że poziom możliwej kontroli przestrzegania przez kraje Mercosur unijnych przepisów w zakresie ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt, czy warunków pracy może być bardzo niski - komentuje Andrzej Gantner, wiceprezes zarządu i dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.
            Otwarcie się na import o wiele tańszych i potencjalnie niebezpiecznych produktów spożywczych godzi w rację stanu zarówno Europy jak i każdego państwa oddzielnie. Komisja Europejska, zamiast dbać o długoterminowe bezpieczeństwo żywnościowe, woli zgodzić się na import taniej żywności zza oceanu. Nie odpowiada również na pytanie co się stanie, gdy południowoamerykańscy dostawcy podniosą ceny, a europejskie rolnictwo będzie już w dużej mierze zniszczone przez konkurencję z Ukrainy i Mercosuru.
Zawsze chodzi o pieniądze
            Komisja Europejska sama informuje, że na umowie z państwami Mercosur najbardziej zyskają sektory motoryzacyjny i maszynowy - łączny wzrost wartości eksportu ma wynieść ponad 26 miliardów euro oraz chemiczny i farmaceutyczny - ponad 7 miliardów euro. Dziwnym zbiegiem okoliczności, w tych sektorach najbardziej dominują firmy niemieckie: Volkswagen, BMW, Mercedes-Benz, czy Bayer. Przyspieszenie wdrożenia umowy ma miejsce, gdy gospodarka niemiecka, jak i francuska mają poważne kłopoty i wchodzą w cykl dekoniunktury, która jest efektem polityki antygospodarczej KE. Po latach nacisków ze strony przemysłu motoryzacyjnego, chemicznego i eksportowego – głównie z Niemiec, ale również Francji i Holandii. Te sektory widzą w Ameryce Południowej gigantyczny rynek zbytu. Dla nich otwarcie drzwi do Mercosuru bez ceł i z uproszczonymi procedurami to szansa na większe zyski, które spadają w Europie.

Rolnicy protestują
            Po wielomiesięcznych, masowych protestach rolników w całej Europie nikt już prawie nie wspomina. A jednym z ważniejszych postulatów było niewdrażanie umowy z Mercosurem. Obecnie organizacja rolnicza Copa Cogeca przekazała oświadczenie w tej sprawie. Podpisało je kilka organizacji rolniczych w UE. Czego obawiają się rolnicy? Nadal widzą w niej zagrożenie dla zrównoważonego rozwoju i uczciwej konkurencji. - Nasze organizacje przyjmują do wiadomości dzisiejszą propozycję Komisji w sprawie ratyfikacji umowy o partnerstwie UE-Mercosur oraz towarzyszący jej plan uruchomienia dwustronnego mechanizmu ochronnego. Chociaż inicjatywa ta doprecyzowuje pewne aspekty wdrażania mechanizmu ochronnego, pozostają kluczowe pytania dotyczące sposobu głosowania nad takim jednostronnym aktem prawnym, jego egzekwowania i akceptacji przez państwa Mercosur jako wiążącego zobowiązania ze strony Komisji – napisano na gorąco w oświadczeniu 3 września. Jak dodano, długotrwałe obawy pozostają niezmienne – w szczególności rozbieżności w standardach produkcji i wyzwania związane ze zrównoważonym rozwojem, które stanowią sedno i nierozwiązany problem tej umowy. Komisja może twierdzić, że „wysłuchała rolników”, ale fakty wyraźnie wskazują, że rolnictwo UE nadal jest traktowane jako karta przetargowa w negocjacjach handlowych. - Ten sam schemat, widoczny w niedawnym porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi, może się powtórzyć w toczących się rozmowach handlowych z innymi państwami trzecimi. Wrażliwe sektory rolnictwa, już i tak znajdujące się pod presją, ryzykują poniesienie niemożliwych do zniesienia skumulowanych skutków. Nacisk na ratyfikację pojawia się w okresie dużej niepewności w europejskiej polityce rolnej. Kluczowe decyzje dotyczące przyszłości Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) i Wieloletnich Ram Finansowych (WRF) wciąż nie zostały podjęte. Komisja obiecuje jednak już „siatkę bezpieczeństwa” dla umowy UE–Mercosur – zapewnienie, które jest mało wiarygodne i tylko pogłębia istniejące zamieszanie – czytamy w oświadczeniu Copa Cogeca.
 
Czy hamulec bezpieczeństwa zadziała?

            W odpowiedzi na rosnącą falę krytyki w sprawie tej umowy Komisja Europejska zapowiedziała wprowadzenie tzw. hamulca bezpieczeństwa. Ma to być mechanizm ochronny, pozwalający na czasowe ograniczenie importu towarów rolnych, jeśli okaże się, że destabilizują one lokalne rynki. Mimo uspokajającego tonu warto zwrócić uwagę na szczegóły. Przede wszystkim zapowiadany mechanizm ten nie będzie automatyczny. Aby go uruchomić trzeba będzie przeprowadzić całą procedurę notyfikacyjną, zebrać dane, wykazać wpływ importu na rynek, uzyskać zgodę Brukseli i dopiero wtedy coś zostanie zablokowane. W praktyce to oznacza miesiące, jeśli nie lata, zanim nastąpi reakcja. Po drugie decyzja wciąż będzie leżeć po stronie Komisji, która już dziś pokazuje, gdzie ma opinie rolników. Nawet jeśli hamulec bezpieczeństwa zostałby uruchomiony, czy będzie jeszcze co ratować? Niewątpliwie mechanizm ma uspokoić opinię publiczną i rozbroić krytykę.
            Wdrożenie umowy komentuje Andrzej Gantner, który zwraca uwagę, że trudno nie dostrzec swoistego rodzaju hipokryzji Komisji Europejskiej, która od kilku lat bardzo mocno zwiększa koszty funkcjonowania naszych rolników i przetwórców, tłumacząc to wymaganiami środowiskowymi, a jednocześnie dąży za wszelką cenę do otwarcia granic UE na produkty z obszarów, co do których nie ma 100 proc. pewności, że spełniają te wymagania. To stawianie polskiego i europejskiego rolnika na z góry przegranej pozycji – wyjaśnia. - Skoro nie wiemy, na jakich zasadach ostatecznie zostanie podpisana nowa umowa o handlu z Ukrainą to, na jakiej podstawie można oszacować ryzyko wynikające z uruchomienia umowy Mercosur? Zwykła gospodarcza przezorność nakazuje poczekać i wykonać pogłębioną analizę ryzyka z uwzględnieniem aktualnej sytuacji, a nie uruchamianie niejako w ciemno handlu z krajami Mercosur – podkreśla Gantner.
 
 Radosław Poniedzielski

Współpraca