Przegląd Mleczarski 12/2025 –  Oferta kształcenia musi być odpowiedzią na potrzeby przemysłu. Rozmowa z dr hab. inż. Justyną Żulewską, prof. UWM

Brak specjalistów dla szybko modernizującej się branży spożywczej i niedostateczna liczba studentów na kierunkach kształcących specjalistyczną kadrę, to dziś ogromny problem. Z czego twoim zdaniem wynika taki stan rzeczy? Czy oznacza to, że zarówno branża, jak i szkolnictwo wyższe minęły się z oczekiwaniami i potrzebami rynku?

Problem wynika z tego, że w pewnym momencie byliśmy troszeczkę „uśpieni”. Były czasy, że mieliśmy naprawdę sporą liczbę studentów i Ci studenci po ukończeniu studiów nie mieli większych problemów ze znalezieniem pracy. Do pogorszenia takiego stanu rzeczy na pewno przyczynił się niż demograficzny, ale ciężko zrzucać na demografię całą winę. Poważne problemy polskich uczelni, zwłaszcza na kierunkach związanych z technologią żywności i żywienia, zaczęły się w czasie pandemii i bezpośrednio po niej. Zdaliśmy sobie wtedy sprawę, że mamy do czynienia z zupełnie inną materią studencką. To jest już inna młodzież, podążająca za innymi wartościami, natomiast nasze metody dotarcia do tych młodych ludzi niewiele się zmieniły i wydaje mi się, że jest to problem wszystkich wyższych uczelni. Cały czas próbujemy znaleźć ścieżkę porozumienia z tym młodym pokoleniem i zachęcić młodzież do wybrania odpowiedniego kierunku studiów. Zdajemy sobie też sprawę, że istnieje ogromna potrzeba zmiany dotychczasowej oferty kształcenia. To, co sprawdzało się przez ostatnie, niemal 80 lat istnienia Wydziału Nauki o Żywności (bo taki Jubileusz w tym roku obchodziliśmy), potrzebuje modernizacji. Dlatego zdecydowaliśmy się powołać Radę Patronacką składającą się z przedstawicieli przemysłu, którzy stanowią głos doradczy i mamy nadzieję, że poprzez tę współpracę będziemy mogli wyjść naprzeciw oczekiwaniom rynku. Z drugiej strony liczymy na dobrą współpracę z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ponieważ to oni ustalają pewne ramy kształcenia. Mamy nadzieję, że to wszystko spowoduje, iż będziemy w stanie kształcić studentów takich, na których czeka rynek pracy, którzy mają odpowiednie kwalifikacje. My ze swej strony staramy się, by ta ścieżka dotarcia do młodych ludzi była przyjazna, by forma przekazywania wiedzy była dla nich atrakcyjna, by zachęcić ich do studiowania. Wielu z wykładowców pracuje na uczelni od wielu, wielu lat, dlatego poszukujemy też dla nich szkoleń czy kursów, które pomogą im unowocześnić system nauczania, pomogą lepiej zrozumieć dzisiejszą młodzież. Od jakiegoś czasu zbieramy też od wykładowców informacje o tym, co byłoby im potrzebne do pracy – czy to nowe oprogramowanie czy nowocześniejszy sprzęt – właśnie po to, by inaczej podejść do studentów. Dużo mówi się ostatnio o tzw. „mikropoświadczeniach”. Ma to być oferta skierowana nie stricte do studentów, ale do ludzi, którzy już są na rynku pracy. Mają być to krótkie, ściśle ukierunkowane kursy, mini szkolenia, ale w formie uczestnictwa w wykładach i ćwiczeniach na uczelni. Bazę dydaktyczną czy laboratoryjną mamy naprawdę świetną – chcemy to wykorzystać na wielu płaszczyznach.
 
Wszystko o czym mówisz wskazuje na ogrom pracy nie tylko po stronie uczelni, ale także wskazuje na konieczność, reformy, a może nawet rewolucji systemowej, by nie doszło do momentu, w którym przemysł i uczelnie staną pod ścianą – braku kadr.
Może tak się stać, bo nasz brak studentów odbije się brakiem ludzi do pracy. Dlatego podkreślam, że oferta kształcenia musi być odpowiedzią na potrzeby przemysłu. W tej chwili, np. technolog żywności nie jest już tylko osobą, która musi znać proces. Musi poznać automatykę tego procesu, mechanizację, łączyć wiele obszarów, a naszym zadaniem jest nauczyć go tego, zintegrować różne kierunki kształcenia. Myślę, że nie ma rzeczy niemożliwych – mamy na UWM przecież różne wydziały nauk technicznych, biologii i biotechnologii, więc współpraca może zaowocować naprawdę fajnymi rozwiązaniami.
 
Warto zwrócić uwagę, że w tej chwili w branży spożywczej, szczególnie wśród dużych przedsiębiorstw obserwujemy ogromne przyspieszenie, jeśli chodzi o inwestowanie w AI, cyfryzację, robotyzację. Czy nie zaskakuje Ciebie fakt, że dzieje się to tak szybko i na tak ogromną skalę?
Jeśli miałabym odpowiedzieć, czy jestem tym zaskoczona, to powiem, że i tak, i nie. Patrząc chociażby na przykładzie sztucznej inteligencji, to jestem bardzo zaskoczona jak szybko wnika ona na uczelnię, jak musimy usystematyzować w związku z tym pewne rzeczy, by nie udostępniać zarówno studentom, jak i wykładowcom – dróg na skróty. Trzeba umieć z niej korzystać, ale bardzo rozważnie. Jest to narzędzie, które można wykorzystać, ale wymaga pewnej kontroli i takiego zdroworozsądkowego podejścia. Jeśli natomiast odnieść się do zakładów i ich rozwoju – nie zapominajmy, że linie produkcyjne, nawet te bezobsługowe, opierają się na surowcu, jakim jest np. mleko w mleczarstwie, które jest „żywym”, zmiennym surowcem, a zarazem wymagającym, więc ten proces produkcyjny będzie się zmieniał, będzie wymagał ciągłej kontroli, analizy danych. Jednak głęboko wierzę w to, że bez człowieka, w tym procesie produkcyjnym, same maszyny sobie nie poradzą. Bo to człowiek będzie łączył różne elementy i składowe, a takich specjalistów nie ma wielu. Dlatego też staramy się wzbogacić ofertę studiów podyplomowych, na których osoby będące czy to po technologii żywności, czy po kontroli jakości, będą mogły poszerzyć swoją wiedzę. Musimy wypełnić tę pustą przestrzeń.
 
Młody człowiek opuszczając mury uczelni – mimo że ma dyplom inżyniera magistra, przychodzi do zakładu, w którym jest ogromna linia technologiczna i nagle okazuje się, że jeden jego niewielki błąd, może spowodować straty rzędu milionów złotych.
Ale, czy gdyby zamienić tego człowieka na maszynę – komputer, to myślisz, że będzie mniej błędów popełniała?
 
Myślę, że nie – do każdej linii, maszyny potrzebny jest mądry człowiek, który będzie potrafił koordynować proces.
Dokładnie! Dlatego uczmy studentów, pracowników odpowiedzialności za proces, za jakość produktu, ale z drugiej strony nie odstraszajmy ich. Niech ta odpowiedzialność to nie będzie czynnik, który spowoduje, że będą się bali pracować w tym zawodzie, że będą narażeni na stres i napięcie. Zdaję sobie sprawę, że łatwo mi o tym mówić z perspektywy wykładowcy, a nie właściciela firmy, ale pamiętajmy, że błędów nigdy nie unikniemy. Jako uczelnia staramy się uczyć nie procesu krok po kroku, ale analitycznego myślenia, łączenia faktów i ciągu przyczynowo-skutkowego. To jest najistotniejsze, bo nauczenie się regułek i definicji to jedno, ale przełożenie tego na proces produkcyjny, na wykorzystanie tego w różnych instrukcjach technologicznych, bo przecież każdy zakład może mieć inną, to już dużo trudniejsza sprawa.
 
Rozmawiamy na łamach „Przeglądu Mleczarskiego” – pomówmy o odczarowaniu branży. Mleczarstwo staje się branżą wysokotechnologiczną, o czym mówiliśmy, ale niewielu o tym wie. Czy paradoksalnie robotyzacja i automatyzacja mogą być zachętą dla młodych ludzi?
Wymaga to na pewno naszego wspólnego wysiłku i pracy. Ostatnio czytałam raport Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości o tym, jak młodzi postrzegają branżę mleczarską i okazuje się, że niestety jako przestarzałą i zacofaną, więc na pewno takie „odczarowanie” branży jest tutaj kluczowe. Pokazanie, że technolog i inżynier procesu, to naprawdę dobra perspektywa na przyszłość i świetnie rokująca. To wyzwanie dla całej branży, które wymaga zaangażowania nie tylko uczelni, ale przede wszystkim przedstawicieli przemysłu. Przygotowując ofertę kształcenia przygotowujemy też coś, co nazywa się sylwetką absolwenta. Ma to pokazać istotę danego kierunku studiów, kim będą po ich zakończeniu, jakie będą mieli możliwości. Ale kiedy pytamy studentów, czy zapoznali się z tymi sylwetkami absolwenta przed podjęciem kierunku studiów, to w większości pada odpowiedź – NIE. To pokazuje, że młodzież potrzebuje bodźców, krótkich informacji wizualnych i to już zadanie branży, która wychodząc naprzeciw musiałaby stworzyć jakąś kampanię reklamową pokazującą zalety pracy, czy to w branży mleczarskiej czy innej spożywczej. Roboty wszystkiego nie zastąpią i nadal potrzeba wysoko wykwalifikowanych ludzi.
 
Czyli potrzeba synergii. Rozmawiamy o studentach, a zapytam przewrotnie, czy absolwenci szkół średnich, którzy wybierają kierunek studiów na kierowanym przez Ciebie Wydziale wiedzą, że będą mogli pracować w zakładach, które są tak bardzo zautomatyzowane i technologicznie rozwinięte?
Myślę, że większość z nich nie wie. Pierwsza wizyta w zakładzie przemysłu spożywczego jest dopiero na studiach. Pan Profesor Fabian Dajnowiec wyszedł z inicjatywą, by odbywały się one już na pierwszym roku. To jest bardzo potrzebne i zachęcające, bo pierwszy rok studiów to w dużej mierze przedmioty ścisłe, podstawowe, które nie zawsze są na tyle atrakcyjne dla młodzieży, by ich na tych studiach zatrzymać. Sama pamiętam, kiedy zaczęłam studia, to pierwsze dwa lata bardzo mi się dłużyły. Dopiero, kiedy na trzecim roku zaczęły się przedmioty związane ściśle z mleczarstwem (studiowałam technologię mleczarską), to zaczęło mi się podobać. Myślę więc, że te wizyty na wczesnym etapie studiowania, kiedy studenci mogą pojechać, zobaczyć jak to rzeczywiście wygląda w takim zakładzie, kształtuje w nich inny obraz branży mleczarskiej. Często ten wybór kierunku studiów podyktowany jest namowami starszych kolegów czy koleżanek, a rzadko aspiracjami do pracy w zakładzie mleczarskim. Musimy więc pokazać, że ta praca jest naprawdę atrakcyjna, daje duże możliwości, czy przy kreowaniu nowych produktów czy udoskonalania tych istniejących, pozwala mieć realny wpływ na to, co ludzie jedzą – czy będzie to wartościowe, zdrowe, czy spełni coraz większe oczekiwania konsumentów względem produktu. Obraz bardzo dobrze działa na młodych i trzeba ich właśnie w ten sposób uświadamiać, pokazywać jak to wszystko wygląda. Jako uczelnia chcemy wyjść z takim programem rekomendacji, powiązania – żeby nas młodzież kojarzyła z określonymi zakładami, w których, po studiach, będą mogli podjąć pracę. Uważamy, że będzie to też zachęta dla młodzieży.
 
Zawsze uważałem, że najlepszym przykładem jest human story. Porozmawiajmy o Twojej karierze. Justyna Żulewska – profesor, dziekan, kobieta biorąca udział w międzynarodowych sympozjach, z ogromnym dorobkiem publikacji, specjalista w wielu dziedzinach. Podobno studiowanie na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim nie było Twoim marzeniem, a jednak…
Przyznam się, że w ogóle nie myślałam o technologii żywności i był to czysty przypadek, ale absolutnie nie żałuję i wiem, że nic nie dzieje się w życiu bez przyczyny. Nauczyłam się przede wszystkim wykorzystywać możliwości, które dostaję. To, że jedne drzwi się zamykają, nie znaczy, że inne też się zamkną. Uważam, że mam w życiu szczęście i otaczam się naprawdę życzliwymi ludźmi, dzięki którym odniosłam swego rodzaju sukces (o ile to nie za duże słowo).
 
Absolutnie nie! Nie bójmy się rozmawiać o swoich dokonaniach i sukcesach, bo w Twoim przypadku naprawdę jest się czym pochwalić. Odniosłaś sukces – to świetnie – zarażaj nim, dziel się z innymi!
Staram się to robić. Lubię też celebrować sukcesy, nie tylko swoje, ale też współpracowników, czy to w Katedrze czy na Wydziale. Każde spotkanie zaczynamy od mówienia o tych dobrych rzeczach, które się nam przydarzyły, udały i to tak trochę jest, że szczęście przyciąga szczęście. Nie wiem jak to się dzieje, ale chyba większych porażek w życiu nie miałam. Zawsze staram się stawiać na rozwój, dlatego po studiach zostałam na studiach doktoranckich – może trochę przypadkiem, ale tak widocznie miało być, choć nie wiązałam swojej kariery z pracą na uczelni. Absolutnie tego nie żałuję i uważam, że lepiej stać się nie mogło. Wstaję do pracy z satysfakcją i uśmiechem, a to chyba najważniejsze. Już w czasie studiów zarówno magisterskich, jak i doktoranckich starałam się dbać o swój rozwój osobisty poprzez udział w różnego rodzaju sympozjach, wyjazdach, szkoleniach, wizytach na różnych innych uczelniach – tak, by mieć inną, szerszą perspektywę i spojrzenie. W czasie studiów doktoranckich brałam udział w dwóch stażach na portugalskich uniwersytetach, tam współpracowałam z różnymi naukowcami, np. w zakresie produkcji sera Requeijao, co mi też pokazało inny tryb pracy, organizowania badań, ale też pozostawiło niedosyt i głód wiedzy, co sprawiło, że chciałam ciągle więcej. Kiedy Pan Profesor Stefan Ziajka zaproponował mi pracę na uczelni (za co jestem mu ogromnie wdzięczna) podjęłam decyzję, że szukam dalszych możliwości wyjazdowych. Tak właśnie otrzymałam stypendium Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku. To był strzał w dziesiątkę, bo pracowałam wtedy z najlepszym, topowym ekspertem, jeśli chodzi o serowarstwo i procesy membranowe, co mnie mocno ukształtowało i ukierunkowało. Wróciłam stamtąd z ogromną energią i chęcią do pracy i działania. Wracając ze Stanów Zjednoczonych myślałam o tym, że kiedy wrócę złożę projekt do Narodowego Centrum Nauki – rzeczywiście zrobiłam to i udało się. Byłam wtedy w ciąży, więc radość mieszała się z płaczem, bo wszystko to nie było łatwe do pogodzenia. Największa radość przyszła wraz z rozliczeniem projektu, bo to oznaczało, że się udało. Potem było już z górki – kolejne projekty, współpraca polsko-chińska, nawiązywanie relacji i współpracy – także z przemysłem. W tej chwili na tym chyba najbardziej mi zależy – żeby te działania przemysłu i nauki były spójne, przenikały się.
 
Rok temu zostałaś Dziekanem Wydziału z ogromną tradycją i historią, który kiedyś wyznaczał trendy polskiego mleczarstwa i je budował. Jest to jednak trudny czas dla tego Wydziału. Czy czujesz na sobie brzemię odbudowy?
Ogromne. To duża odpowiedzialność, ale też duże oczekiwania władz i pracowników. Mamy określone pomysły, które chcemy realizować. Jestem osobą, która lubi natychmiastowe efekty, a tutaj niestety potrzeba trochę cierpliwości. Ten pierwszy rok bycia Dziekanem przeznaczyłam na zobrazowanie pracy Wydziału i poukładanie sobie wszystkiego. Mam nadzieję, że systematyczna praca i sprecyzowany plan działania wkrótce zaczną przynosić efekty.
 
Życzę sukcesów i dziękuję za rozmowę.
 
Łukasz Spisak
Zdjęcie 1
Dziekan Wydziału Nauki o Żywności Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie dr hab. inż. Justyna Żulewska, prof. UWM na rozpoczęciu roku akademickiego
Zdjęcie 2
Pracownicy Katedry Mleczarstwa i Zarządzania Jakością Wydziału Nauki o Żywności UWM wraz z ówczesnym kierownikiem Katedry - śp. prof. dr. hab. inż. Bogusławem Januszem Staniewskim
Zdjęcie 3
Pracownicy Katedry Mleczarstwa i Zarządzania Jakością Wydziału Nauki o Żywności UWM wraz z kierownikiem Katedry - dr hab. inż. Justyną Żulewską, prof. UWM
Zdjęcie 4
Na zdjęciu dr hab. inż. Justyna Żulewska, prof. UWM i dr inż. Bogdan Dec

Współpraca