Ceny żywności mogą wzrosnąć o 3-4% a nie o 165 proc!
21.03.2019 -
– W najbliższych miesiącach nie grozi Polsce wzrost cen żywności, choć nieznaczne zmiany będą – poinformował na konferencji prasowej minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.
– Żadnego Armageddonu nie będzie,” – zapewnił szef resortu rolnictwa, odnosząc się do artykułu jednej z gazet, która napisała, że ceny niektórych artykułów spożywczych mogą wzrosnąć nawet o 165%. W ocenie gazety, w związku z zapowiedziami premiera Mateusza Morawieckiego o ograniczeniach produktów sprzedawanych pod markami własnymi sieci handlowych, mogłoby dojść do podwyżek cen 52% artykułów spożywczych.
– Dawno się nie spotkałem się z tak nieprofesjonalnym i kłamliwym tekstem – powiedział Ardanowski.
Minister poinformował, że według danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, ceny pieczywa w czerwcu tego roku mogą być wyższe o 4-5% w stosunku do cen sprzed roku; ceny produktów mlecznych będą zbliżone do zeszłorocznych; możliwy jest zaś „niewielki wzrost cen cukru”, które – jak wskazywał – są obecnie „bardzo niskie”. W opinii Ardanowskiego potanieje masło, jaja i owoce. – W drugiej połowie roku mogą wzrosnąć ceny jabłek, gruszek i śliwek, ale mogą obniżyć się ceny warzyw – wyliczał minister.
– Generalnie można oszacować, że w czerwcu tego roku ceny detaliczne żywności i napojów bezalkoholowych będą o 3-4% wyższe niż rok wcześniej. To nie jest żadna informacja, która powinna konsumentów w jakikolwiek sposób przerażać – ocenił szef resortu rolnictwa.
– Szukamy pomysłu jak zapewnić z jednej strony polskim konsumentom dostęp do najwyższej jakości żywności, jaką jest żywność polska – nie fałszowanej, ale również jak zwiększyć pozycję negocjacyjną w łańcuchu tych dostawców, którzy są skazani na sieci handlowe – powiedział minister.
Jak mówił, konsument sam decyduje co chce kupić, ale nie może być oszukiwany przez sieci, które mają pozycję „absolutnie dominującą” – mówił Ardanowski.
Poinformował, że w innych krajach unijnych są przepisy, które regulują relacje handlowe miedzy dostawcami a sklepem, np. we Francji czy w Słowacji, Niemczech. M.in. nakazują one umieszczenie na opakowaniu nazwy producenta, tak by konsument był świadomy skąd pochodzi produkt. Informacja musi być także wtedy, gdy żywność wyprodukowane została na zamówienie sieci.
Minister zapytany o pomysł, by w sklepach polskie produkty stanowiły 50% sprzedawanej żywności, powiedział, że rząd „szuka pomysłów i wzorów z innych krajów europejskich, które pozwoliłyby zwiększyć sprzedaż polskiej żywności sprzedawanej przez sieci w Polsce”. Przytoczył przykład Rumunii, która uchwaliła stosowną ustawę, by ich produkty stanowiły 50% sprzedaży, ale natychmiast KE zablokowała tę ustawę. Dodał, że narusza ona zasadę swobodnego przepływu towarów.
Ardanowski przyznał, że jest analizowana sytuacja marek własnych sklepów. – Prace trwają, jest powołany zespół złożony z przedstawicieli kilku resortów, szukamy rozwiązań – zaznaczył. Poinformował, że w polskim ustawodawstwie z 2002 roku jest przepis, by marki własne ograniczone były do 20% sprzedaży. Ten przepis jest jednak martwy.
Obecny na konferencji prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Marek Niechciał powiedział, że nie ma powodów, by Polacy płacili więcej za żywność. Z badań UOKiK wynika, że marki własne w Polsce stanowią ok. do 30% sprzedaży. Poza tym – jak mówił – produkty te są na ogół inne niż markowe, więc nie można ich porównywać. Jego zdaniem, dane przytoczone przez gazetę nie odpowiadają polskim realiom.
(21.03.2019 za PAP)






