Co nowego na rynku systemów jakości produktów spożywczych?

04.12.2018 -

– Na wielu rynkach pojawia się konieczność zweryfikowania części socjalnej i zatrudniania pracowników przez przedsiębiorcę. Dynamicznie rozwija się popularność certyfikatu non GMO według standardu VLOG. Każdy, kto wysyła produkty za granicę styka się z tym systemem. Coraz więcej przetwórców widzi szansę rozwoju w niszowych produktach ekologicznych – mówi Małgorzata Bereza z SGS Polska.

 



 

Małgorzata Bereza przekonuje, że systemy jakości wzmacniają przewagę konkurencyjną przedsiębiorstwa.

– Dzięki nim możemy dostać się na nowe rynki zbytu, trafić do bardziej wymagającego konsumenta. Przede wszystkim jednak system jakości porządkuje cały proces produkcji w przedsiębiorstwie i pozwala na zabezpieczenie przedsiębiorstwa przed uciążliwymi reklamacjami dzięki temu, że mamy wdrożony system śledzenia traceability i bilans masy surowca do produktu końcowego z poszczególnymi procesami przetwórczymi – dodała.

Przedstawicielka SGS uzupełniła, że dzięki systemom jakości producent może oferować klientom potwierdzone jakościowo produkty zweryfikowane przez niezależny podmiot.

– Taka weryfikacja jest podstawą do stwierdzenia, że dany produkt posiada właściwości, które jako producent deklarujemy, co w przypadku obecności na rynku żywności zafałszowanej ma duże znaczenie. Wraz ze wzrostem świadomości i mody na czytanie etykiet, coraz większa grupa konsumentów poszukuje konkretnych produktów. Dlatego systemy kształtują także pozytywny wizerunek firmy – dodała.

Jakie trendy panują obecnie wśród systemów jakości?

– Utrzymuje się popularność Globalgap z różnymi odmianami. Na wielu rynkach pojawia się konieczność zweryfikowania części socjalnej i zatrudniania pracowników przez przedsiębiorcę (dodatek GRASP). Dynamicznie rozwija się popularność certyfikatu non GMO wg standardu VLOG. Każdy, kto wysyła produkty za granicę styka się z tym systemem. Na rynku niemieckim już ponad 80% produktów mleczarskich i mięsnych posiada certyfikat VLOG non GMO w produkcji zwierzęcej i w przetwórstwie żywności pochodzenia zwierzęcego – dodała Bereza.

Przedstawicielka SGS wskazała, że dużą popularność zdobywa certyfikacja ekologiczna.

– Coraz więcej przetwórców widzi szansę rozwoju w niszowych produktach ekologicznych. Coraz więcej jest także GMP+ w przetwórstwie i wprowadzaniu do obrotu. Rośnie także popularność certyfikacji łańcucha dostaw zrównoważonego rybołówstwa MSC/ASC, ale także wprowadzania do obrotu przez sieci handlowe produktów z tego zakresu. Na etapie rozwoju jest potwierdzenie jakości surowca z produkcji pierwotnej poprzez właściwy dobrostan zwierząt. W wielu systemach jest to dodatek, natomiast ten zakres się mocno rozwija – przyznała.

Małgorzata Bereza wskazuje, że przewaga konkurencyjna i nowe rynki zbytu rekompensują koszty wdrożenia systemów jakości.

– Firmy, które postawiły na wdrożenie systemów jakości w swoim przedsiębiorstwie, ponoszą pewne koszty, ale koszty są też ponoszone niezależnie od tego czy dysponujemy systemem jakości, czy chcemy spełnić obowiązki zapisane w prawie dotyczące śledzenia produktu, czy zapisu bilansu masy. Wtedy największe koszty leżą po stronie organizacji i wdrożenia zaawansowanych systemów informatycznych w przedsiębiorstwach. Wdrażając jeden rodzaj i systematyzując wszystkie elementy możemy dokładać kolejne cegiełki do istniejącej bazy stworzonej na poziomie BRC czy GMP+ w postaci VLOG-a czy żywności ekologicznej. Koszty systemu zarządzania jakością są ponoszone na początku przy pierwszych systemach. Wdrażając następne dokładamy tylko pewne elementy – powiedziała.

Przedstawicielka SGS wskazała, że jeżeli firma posiada jakiś problem na sumieniu z bezpieczeństwem żywności, zazwyczaj odmawia certyfikacji.

– Żaden z tych systemów nie będzie firmował działań, które wykraczają poza prawo podstawowe obowiązujące w danym kraju. Natomiast rozszerzenie o certyfikację w zakresie żywności dowodzi tylko tego, że firma widzi trendy rynkowe, szanse rozwoju albo chce spełnić wymagania swoich odbiorców. Mamy dziś nadprodukcję żywności. Konsument ma w sklepach ogromny wybór. Chcemy żeby kupował nasz produkt, a nie konkurencji, wobec czego czymś musimy się wyróżnić. Stąd certyfikacja. Chcemy żeby produkt spełniał wymagania wąskich grup, które oczekują potwierdzenia jakości certyfikatem. Ja jako konsument chciałabym wiedzieć kto zweryfikował dany produkt i kto potwierdził, że ten produkt jest faktycznie godny tej certyfikacji – dodała.

Małgorzata Bereza przyznała, że nie jest zwolennikiem obowiązkowej certyfikacji żywności.

– Wiemy z doświadczenia, że pewne produkty i ich deklarowana jakość wymagają większych nakładów, a więc cena nie może być na poziomie produktu bez certyfikatu. Na rynku funkcjonuje wiele rodzajów certyfikacji, ale nie każda firma potrzebuje ich aż tyle. Firma od pewnego etapu rozwoju widzi konieczność wdrożenia pewnych zasad ponad minimalne wymagane prawem i stara się o certyfikacje, które umożliwią jej zaistnienie na rynku w innym obszarze lub uporządkują elementy działania. Zarządzanie jakością porządkuje proces produkcji i określa rzeczywiste obowiązki osób i etapów produkcji w tworzeniu końcowego produktu – dodała.

Wypowiedź zarejestrowaliśmy podczas wydarzenia „Agrokonferencja Agro-Ring: Starcie kosztów” zorganizowanej w Łodzi przez Bank BGŻ BNP Paribas.

(04.12.2018 za portalspozywczy.pl)


Współpraca