Tanie masło, tanie mleko. Rolnicy pod ścianą, sieci nie odpuszczają
Ceny masła, mleka i innych produktów mleczarskich regularnie wywołują emocje – raz nieprzyzwoicie wysokimi cenami, raz zaskakującymi spadkami cen. Obecnie obserwujemy systematyczne zniżki cen nabiału. Co jest tego przyczyną i ile może trwać bessa na rynku mleczarskim?
Mleko tanie jak woda
Główny Urząd Statystyczny regularnie monitoruje ceny różnych produktów, w tym rolno-spożywczych. Według GUS, średnia cena skupu mleka w Polsce w listopadzie 2025 r. wyniosła 213,39 zł /1 hl i była niższa o 8,6% niż w listopadzie 2024 r. Cena skupu mleka w odniesieniu do października 2025 r. była o 3,3%. niższa. Rolnik za wyprodukowanie litra mleka otrzymywał zatem średnio 2,13 zł. To często mniej niż cena butelki wody mineralnej.
Jak dodaje, "w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jeżeli nasi eksporterzy zaoferują swoim odbiorcom zbyt wysokie ceny w stosunku do dostawców z innych krajów, towar się nie sprzeda".
– Ceny producenckie wyrobów mlecznych w Polsce faktycznie spadają i żeby zrozumieć przyczynę tego zjawiska należy przede wszystkim uświadomić sobie, że sytuacja cenowa na polskim rynku mleka jest ściśle powiązana z sytuacją na rynku światowym. Polska jako trzeci największy producent mleka i przetworów mlecznych w UE, eksportuje ok. 30% swojej produkcji. Gdybyśmy tego nie robili, kolokwialnie mówiąc "utonęlibyśmy w rzece mleka, przywaliłaby nas góra masła i udusilibyśmy się chmurze mleka w proszku". Z tego względu notowania cen na rykach zagranicznych mają bardzo duży wpływ na trendy cenowe w naszym kraju – wyjaśnia Marcin Hydzik, prezes Związku Polskich Przetwórców Mleka.
Spadki na rynkach światowych osiągnęły nawet 50 proc.
Warto przy tym zaznaczyć, że kilka największych podmiotów przetwórczych działających w Polsce, należy jednocześnie do grupy największych polskich eksporterów mleczarskich i zmiany cen światowych bardzo mocno rzutują na ich politykę cenową nie tylko w odniesieniu do sprzedaży produktów gotowych, ale również w stosunku do zakupów surowca. Jednocześnie ich działania w naturalny sposób wpływają na zachowania pozostałych podmiotów działających na polskim rynku mleka.
Zastrzegł równocześnie, że w branży mleczarskiej nie jest to bardzo dziwne, bo w sektorze mleczarskim są lata tłuste i lata chude. Dodaje, że obecnie sytuacja i spadki na rynku mleczarskim są bardzo dynamiczne.
– My widzieliśmy to już kilka miesięcy temu po światowych cenach produktów takich jak masło czy mleko w proszku. Tam zmiany cen są naprawdę radykalne, niektóry spadły nawet o 50%. Obecnie część naszego portfolio jest nierentowna. Sprzedajemy nasze produkty ze stratą – przyznaje Adam Grabowski.
Z kolei prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Kosowie Lackim nie jest przekonany, iż spadki cen artykułów mleczarskich wynikają z ich nadwyżki.
Uważa przy tym, że to ruchy i posunięcia handlowe prezydenta USA Donalda Trumpa wprowadzają ogromny zamęt na runku mleka.
– Nie przekonują mnie do końca argumenty, że mamy nadwyżkę mleka. Na świecie rocznie przybywa ok 80 mln ludzi, niektóre kraje jak Wietnam czy Korea masowo zwiększają konsumpcję mleka, więc nawet wzrostowy trend w jego produkcji powinien być przy normalnych warunkach handlowych zdjęty z rynku – mówi Andrzej Minarczuk, prezes OSM Kosów Lacki.
Z kolei Arkadiusz Pisarek, Prezes Zarządu Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich Zw. Rew. zwraca uwagę na decyzję chińskich władz o wprowadzeniu tymczasowych ceł antysubsydyjnych na wybrane produkty mleczne z Unii Europejskiej. Podkreśla, że to należy rozpatrywać w szerszym kontekście relacji handlowych pomiędzy UE a Chinami, które w ostatnim czasie cechują się rosnącą liczbą działań ochronnych i postępowań handlowych.
– W praktyce może to prowadzić do konieczności przekierowania części wolumenu na rynek unijny lub inne rynki trzecie, co w warunkach już istniejącej presji podażowej zwiększa ryzyko dalszego obniżenia cen. Dla polskiego mleczarstwa oznacza to potencjalne pogorszenie sytuacji ekonomicznej zarówno po stronie przetwórców, jak i producentów mleka, którzy funkcjonują w realiach wysokich kosztów i ograniczonych marż – mówi prezes Pisarek.
Ceny produktów masowych wpływają na cały rynek mleczarski
Niemal od początku roku 2025 ceny hurtowe produkowanego w Polsce masła, czy odtłuszczonego mleka w proszku, tj. bardzo podstawowych produktów jeżeli chodzi o handel międzynarodowy były albo wyższe albo bardzo zbliżone do co cen produktów z Niemiec, Holandii, czy Francji.– Taka sytuacja nie mogła trwać wiecznie, gdyż przy takich cenach utracilibyśmy rynki eksportowe. Dlatego mniej więcej od połowy ubiegłego roku – w zależności od produktu – polscy producenci zostali zmuszeni do obniżek cen i trend ten utrzymał się do końca 2025 r. – mówi Marcin Hydzik.Dla porównania:W tym zestawieniu wyjątek stanowią jedynie produkty fermentowane - jogurty, czy kefiry - ich ceny bardzo nieznacznie wzrosły, ale to dlatego, że ceny tych produktów nie są zbyt uzależnione od sytuacji na rynku światowym – po prostu nie handluje się nimi na duże odległości – choćby ze względu na koszty specjalistycznego transportu, jaki byłby wymagany w ich przypadku.
- średnia, hurtowa cena sprzedaży mleka UHT w grudniu 2025 r. była o 11,94% niższa niż w styczniu tego samego roku,
- w przypadku śmietany różnica była identyczna,
- cena masła konfekcjonowanego spadła w tym samym okresie o 41,10%,
- sera gouda - o 11,05%,
- a sera edamskiego - o 17,88%.
Co kształtuje ceny masła na rynku krajowym?
Na spadkach cen światowych korzystają detaliczne sieci handlowe i podmioty z branży piekarniczo-cukierniczej, które również przez większość roku oferowały polskim dostawcom produktów mlecznych coraz niższe ceny zakupu.
O ile ceny światowe wpływają na ceny 30 proc. produktów, które są eksportowane, co co z rynkiem krajowym?– Producenci nie mają w takiej sytuacji większego wyboru, bo albo zgodzą się na obniżki cen, albo nie sprzedadzą towaru, a sieci zaopatrzą się u tańszych – w tym zagranicznych – dostawców. W jaki sposób przekłada się to na ceny na półkach sklepowych to zupełnie inne pytanie, gdyż przetwórcy mleka nie mają żadnego wpływu na politykę cenową sieci handlowych. Widać istotną różnicę w cenach detalicznych masła, które już nie kosztuje 10zł za kostkę, jak to bywało pod koniec 2024r., natomiast w przypadku pozostałych produktów trudno dostrzec znaczące obniżki – wyjaśnia prezes ZPPM.Trzeba zauważyć, że sieci handlowe również działają w otoczeniu konkurencyjnym, które wywiera na nie jakąś presję cenową, ale znaczących różnic w cenach produktów mleczarskich tej samej marki w różnych sieciach handlowych nie widać. Przykładowo litr mleka UHT o zawartości tłuszczu 3,2%, którego dostawcą jest producent znanej i popularnej polskiej marki mleczarskiej w jednej z francuskich sieci handlowych w styczniu 2026 r. kosztuje 4,49 PLN i dokładnie tyle samo kosztuje w znanej sieci dyskontów. – Czy przez rok spadła o 11,94% jak to miało miejsce w przypadku ceny producenckiej? Czy ktoś pamięta by pod koniec 2024 r. lub na początku 2025 r. mleko UHT kosztowało 5,10 PLN/litr? Raczej nie. Zatem odpowiedzi na pytanie czy wraz początkiem nowego roku ceny produktów mleczarskich w sklepach spadną, należy pytać nie przetwórców mleka, a handel – zaznacza Marcin Hydzik.
O presji cenowej ze strony sieci handlowych mówił Marcin Witulski, prezes Polmlek, podczas FRSiH 2025. Polmlek jest dużym producentem marek własnych dla różnych sieci.Jak przyznał, jest wiele zalet takiej współpracy, ale są też ryzyka. Największym ryzykiem dla producentów jest wywieranie presji cenowej przez sieci handlowe. Ważne, żeby nie stać się zakładnikiem marki własnej. Zawsze trzeba dywersyfikować sprzedaż. Konsument, kupując marki własne, nie przyzwyczaja się do producenta. Zwykle nie ma świadomości, że biorąc z półki np. ser marki własnej, co drugi dzień kupuje ser od innego producenta. – Klient nie jest związany z producentem marki własnej, tylko z marką własną. Jeżeli wypadniesz, zastąpi cię następny. Marka własna to ilość, duży przerób i niska marżowość (...) Sieci handlowe bardzo często wymuszają na nas produkcję wręcz poniżej kosztów. To jest ciągła walka. Często jest tak, że my się po prostu nie godzimy na kolejną obniżkę i niestety wychodzimy z danego centrum – mówił prezes Polmleku.
– Każdy z nas jako producent wolałby sprzedawać pod własnym brandem, ale rzeczywistość jest taka, jaka jest – konsumenci przyzwyczaili się do zakupów w hipermarketach i dyskontach – tłumaczył prezes Witulski.Presja cenowa sieci handlowych na produkty mleczarskie jest jednym z kluczowych problemów współczesnego rynku rolno-spożywczego. Choć krótkoterminowo korzysta na niej konsument, w długiej perspektywie prowadzi ona do osłabienia całego łańcucha dostaw, spadku jakości i różnorodności produktów, a także ryzyka destabilizacji rynku mleka.
Nabiał to produkty wrażliwe cenowo
Sieci handlowe konkurują między sobą głównie ceną, traktując mleko, masło czy jogurty jako tzw. produkty wrażliwe cenowo. Niska cena ma przyciągnąć klientów do sklepu, dzięki swojej skali działania i dominującej pozycji rynkowej, posiadają znacznie silniejszą pozycję negocjacyjną niż pojedyncze zakłady przetwórcze czy gospodarstwa rolne. – Każda informacja o zniżce cen na rynkach światowych jest sygnałem dla sieci do żądania obniżenia ceny z naszej strony – mówi jeden z dostawców sieci handlowych.
Kiedy sytuacja może się poprawić? Prezes SM Spomlek zakłada, że stabilizacja na rynku mleczarskim może nastąpić w drugiej połowie roku.Dla konsumentów oznacza to względnie tanie produkty mleczarskie, a dla zakładów przetwórczych i rolników produkujących mleko – przynajmniej pół roku walki o przetrwanie.
– Wierzymy, że w przyszłym roku, szczególnie w jego drugiej połowie, rynek ustabilizuje się. Fundamenty popytowe pozostają silne, a po okresie korekty cenowej rynek powinien wrócić na ścieżkę bardziej przewidywalnego rozwoju, choć przy nadal wysokiej zmienności – mówi Paweł Gaca, prezes SM Spomlek.






