Umowa z Indiami-pułapki i nadzieje

W ostatnich dniach stycznia, Komisja Europejska poinformowała, że Unia Europejska i Indie zakończyły negocjacje umowy o wolnym handlu. Zgodnie ze słowami Ursuli von der Leyen, dzięki tej umowie powstanie strefa wolnego handlu, która obejmie aż 2 miliardy ludzi. Według Komisji Europejskiej będzie to największa liberalizacja, jaką Indie kiedykolwiek wprowadziły w handlu z innym państwem. Zgodnie z jej szacunkami, przewidziana w wynegocjowanej umowie obniżka ceł na prawie 97 proc. produktów sprowadzanych z UE do Indii ma podwoić unijny eksport. Wielkość tego eksportu wyniosła w 2024 r. 75 mld euro, z czego 49 mld euro stanowiły towary, a 26 mld euro – usługi.


Sfinalizowana umowa przewiduje także wyeliminowanie lub obniżenie stawek celnych na produkty rolno-spożywcze, które do tej pory objęte były cłami na poziomie 36 proc. Zmniejszone zostaną cła na europejskie alkohole. Cła na oliwę z oliwek spadną z 45 proc. do 0 proc. w ciągu pięciu lat. Wyeliminowane zostaną także 50-procentowe cła na przetworzone produkty rolne, takie jak pieczywo i słodycze. Bruksela podkreśla, że UE wprowadzi kontyngenty, za sprawą których sprowadzane do UE z Indii po niższych cłach będą: mięso baranie i kozie, kukurydza cukrowa, winogrona, ogórki, suszona cebula, rum z melasy i skrobi. Z liberalizacji wyłączone zostaną europejskie produkty wrażliwe, takie jak wołowina, drób, mleko w proszku, etanol, czosnek, ryż i cukier. Do umowy wprowadzono też mechanizm ochronny, który ma zapobiec zaburzeniom na rynku w przypadku gwałtownego napływu towarów z Indii. Brukselscy urzędnicy zaznaczają, że umowa przewiduje, iż importowane do UE produkty rolno-spożywcze będą musiały spełniać nie tylko unijne normy bezpieczeństwa żywności, ale także podstawowe standardy produkcji, aby zapewnić uczciwą konkurencję dla europejskich rolników i utrzymać zaufanie konsumentów.
           
Co w zamian za zniesienie bądź znaczące obniżenie ceł otrzymają Indie? Przede wszystkim Indie nadal chronią swój rynek mleczarski, mimo ofensywnego interesu handlowego w tym obszarze. Przypomnieć należy, że Indie prowadzą intensywny program rozwoju produkcji mleka.
           
W ocenie prezesa Wielkopolskiej Izby Rolniczej Mieczysława Łuczaka największe obawy budzi asymetria konkurencji, jaka może powstać po otwarciu unijnego rynku na produkty z Indii. Indie należą do światowych potentatów rolno-spożywczych – na ogromną skalę produkują m.in. cukier, ryż, pszenicę, rośliny strączkowe (groch, soczewica, ciecierzyca), bawełnę, przyprawy, herbatę, owoce tropikalne czy warzywa. Wiele z tych towarów Indie z powodzeniem eksportują globalnie, korzystając z przewag takich jak niższe koszty siły roboczej czy łagodniejsze regulacje. Jeżeli nowa umowa z UE obniży bariery celne, te produkty mogą szerokim strumieniem popłynąć do Europy, stając się bezpośrednią konkurencją dla droższych w wytwarzaniu wyrobów unijnych.
           
Kolejną kwestią są standardy produkcji i bezpieczeństwa żywności. Unijni rolnicy podlegają restrykcyjnym regulacjom sanitarnym, fitosanitarnym, ekologicznym i jakościowym. Tymczasem – jak przypomina WIR – "indyjskie rolnictwo funkcjonuje w innym systemie wsparcia i standardów niż UE". Przekłada się to na niższe koszty w Indiach, ale też rodzi obawy co do uczciwej konkurencji. Polscy rolnicy od dawna alarmują, że nie mogą konkurować z producentami spoza UE, którzy nie muszą spełniać równie wyśrubowanych norm (dotyczy to m.in. stosowania pestycydów, dobrostanu zwierząt czy standardów pracy). W przypadku Indii różnice standardów mogą dotyczyć np. użycia środków ochrony roślin. W Indiach nadal dozwolone są substancje od dawna zakazane na rynku unijnym. Podobnie zresztą sytuacja wygląda w Ameryce Południowej – w krajach Mercosur.
           
Skontrolowanie Indyjskich standardów produkcji jest raczej niemożliwe. To oznacza, że europejscy konsumenci mogą nieświadomie otrzymywać żywność wyprodukowaną z użyciem chemikaliów zabronionych w UE (jak choćby pestycydy typu chlorpiryfos, mankozeb czy neonikotynoidy, które figurują na liście wciąż używanych w Indiach). Taka sytuacja nie tylko podważa zaufanie do systemu, ale też daje nieuczciwą przewagę cenową importowanym produktom.
           
Zdaniem części analityków wspólnym mianownikiem z umową z krajami Mercosur jest korzyść przemysłu samochodowego – Indie obniżyły cła na europejskie samochody zaporowych dotąd 110 proc. do zaledwie 40 proc., za to Indie zyskały dostęp do unijnego rynku żywności, ale i ceramiki, wyrobów hutniczych czy nawozów. Przy ogromnych dysproporcjach cen energii pomiędzy Indiami i Europą, to dla naszych producentów to wyrok śmierci. Produkcja w Polsce staje się zwyczajnie nieopłacalna.
           
I sprawa najważniejsza – umowa przewiduje nieograniczoną mobilność Hindusów. Umowie bowiem towarzyszy układ o mobilności, wskazywany przez źródła indyjskie jako kluczowe osiągnięcie, ułatwiające przemieszczanie się studentów, naukowców, specjalistów i pracowników. Indie wynegocjowały sobie łatwiejszy dostęp do unijnego rynku pracy dla mieszkańców Indii. Skorzystają na tym osoby przeniesione z Indii do krajów UE w ramach przedsiębiorstw, które ich zatrudniają. Znacznie łatwiej będzie można też uzyskać wizy na krótkoterminowe, biznesowe wyjazdy, a także dla dostawców usług kontraktowych i niezależnych specjalistów. Times of India zauważa, że zawarcie umowy o wolnym handlu między Indiami a Unią Europejską oznacza znaczącą zmianę nie tylko w stosunkach handlowych, ale także w sposobie, w jaki ludzie, specjaliści i firmy będą przemieszczać się między Indiami a Europą. - Porozumienie ogłoszone na 16. Szczycie Indie – UE przez premiera Narendrę Modiego i przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen tworzy ramy, które mają bezpośrednio wpłynąć na podróże służbowe, mobilność zawodową, usługi powiązane z turystyką i długoterminowe relacje międzyludzkie – czytamy w Times of India.
           
Liczba Hindusów sukcesywnie rośnie w Europie. Przykładowo w Niemczech wzrosła z około 86 tysięcy w 2015 roku do około 280 tys. w 2025 r. Podobny trend obserwuje się w innych krajach. Do 2021 roku legalnie przebywało w UE ponad 600 tysięcy obywateli Indii. W 2022 roku państwa członkowskie UE wydały ponad 180 tys. pierwszych zezwoleń na pobyt obywatelom Indii, co czyni ich jedną z największych grup migrantów spoza UE. Obecnie, gdy zachodnie elity mówią już otwarcie o podmianie społeczeństwa europejskiego na imigrantów, otwarcie kolejnej furtki do ich napływu musi budzić zrozumiały niepokój.
           
Warto zaznaczyć, że obecnie oficjalne sygnały płynące z Komisji Europejskiej bagatelizują zagrożenia. Przedstawiciele rządu polskiego również uspokajają, że umowa UE–Indie praktycznie wyłącza rolnictwo, więc nie ma powodów do obaw takich jak przy Mercosur. Takie stanowisko wyraził np. były wiceminister rolnictwa i obecny wiceminister MSZ Ignacy Niemczycki. Niemniej rolnicy i ich organizacje podchodzą do tych deklaracji z dużą ostrożnością. Obawiają się, że klauzule ochronne mogą okazać się niewystarczające, kontyngenty importowe często bywają obchodzone lub ustalane na poziomie i tak przekraczającym możliwości sprzedaży polskich producentów. W przypadku Indii skala rynku i determinacja UE, by domknąć porozumienie, mogą spowodować, że rolnictwo stanie się kartą przetargową. Rolnicy obawiają się powtórki sytuacji: najpierw wyłączenie części produktów, a za kilka lat – w ramach dalszych protokołów – jednak stopniowa liberalizacja kolejnych segmentów. Dla pełnej uczciwości trzeba zastrzec, że zakończenie negocjacji nie oznacza przyjęcia umowy. Przyjęty tekst wymaga jeszcze weryfikacji prawnej i tłumaczenia na wszystkie języki urzędowe UE. Dopiero wówczas KE będzie mogła przedstawić państwom członkowskim i Parlamentowi Europejskiemu wniosek w sprawie podpisania i zawarcia umowy. Porozumienie będzie mogło wejść w życie po ratyfikacji przez Indie.
 

Współpraca