Zakaz handlu w niedziele zahamował wzrost rentowności sieci
28.01.2019 -
O konsekwencjach dalszego utrzymania zakazu handlu w niedziele, szczególnie w perspektywie spodziewanego spowolnienia gospodarczego, rozwiązaniach kompromisowych tego zagadnienia, a także o kondycji sieci handlowych w Polsce rozmawiamy z Andrzejem Marią Falińskim, prezesem Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, dyrektorem generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji w latach 2000-2017.
– Jeszcze niedawno zapowiadane było zaostrzenie przepisów dotyczących zakazu handlu w niedziele. Sejm miał zająć się nowelizacją ustawy m.in. w kontekście obchodzenia przepisów przez „udawanie” placówki pocztowej. Jednak ten punkt obrad zniknął z planu Sejmu, a prace nad nowelizacją zostały wstrzymane. Skąd taka nagła zmiana?
– Z jednej strony dobrze, że ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy. Argumenty, zarówno konsumenckie, handlowe, jak i ekonomiczne wskazują, że w polskim modelu ekonomicznym pomysł zakazu handlu w niedziele jest zły, a sam zakaz powoduje wyliczalne straty. Jednak łyżką dziegciu w sygnałach o zmianie jest to, że wspomniane argumenty ekonomiczne nikogo z autorów ograniczenia nie przekonywały do wycofania się z tego pomysłu. Prace nad zaostrzeniem przepisów wstrzymano dopiero, kiedy pojawiły się dane mówiące, że w nadchodzących wyborach zakaz handlu może osłabić wynik rządzącej koalicji i w konsekwencji wpływy środowiska konserwatywno-socjalnego. W sumie nie jest dobrze, że ekonomia się nie liczy, a dopiero zagrożenie polityczne. Nie jest też dobrym zwiastunem to, że cały czas w tle majaczy argument światopoglądowy.
Oczywiście, można znaleźć plusy zakazu handlu w niedziele, ale jeśli myśli się poważnie o gospodarce i świadomie „wieszamy” ją na konsumpcji, jako na tym czynniku, który głównie generuje wzrost PKB, to osłabianie sektora handlu, poprzez który ta konsumpcja się dokonuje, jest doktrynerstwem socjalnym.
– Jakie mogą być konsekwencje tego, że nie będzie nowelizacji ustawy o zakazie handlu w niedziele, że przepisy pozostaną w obecnym kształcie?
– Handel nadal będzie musiał sięgać po różnego rodzaju środki kompensacyjne, a to oznacza zaostrzenie konkurencji i eksterminację słabszych uczestników rynku. W momencie zaostrzonej wojny konkurencyjnej zawsze wygrywają najsilniejsi, bo oni mają środki, np. na zmianę asortymentu, inwestycje w technikę i technologię sprzedaży, podaż produktów po niskiej cenie.
Oceniam, że dziś średnia rentowność w nowoczesnym handlu jest na poziomie około 2%. Jedyny bodaj (poza sieciowym sklepem convenience) sieciowy format, który wyrasta ponad ten poziom, to format sklepów, które kiedyś były dyskontowymi, a teraz zbliżyły się do formatu supermarketowego. Przecież to jest tworzenie sytuacji faktycznego przywileju silnych pod pozorem ich ograniczenia.
– Czy poziom rentowności wzrósł w ostatnim czasie?
– Kilka lat temu, jeszcze czasie mej pracy w POHiD, robiliśmy badania, z których wynikało, że średnia rentowność sektora handlu wyniosła jakieś 1,4-1,6% Ostatnio, ale przed ograniczeniem niedzielnym, ten poziom podniósł się, ze względu na poprawę koniunktury. W dyskontach osiągnął nawet 7-7,5%, ale od czasu wprowadzenia niehandlowych niedziel rentowność nawet tych sieci spadła, do około 4%. U pozostałych detalistów, w supermarketach i hipermarketach było podobnie – rentowność także trochę wzrosła i znów spadła. Myślę, że możemy mówić o średniej rentowności 2% obecnie w całym sektorze, ale wiele podmiotów ma ją znacznie niższą – na poziomie zera lub nawet minusa.
Przykładem mogą być hipermarkety, które niskimi cenami próbują utrzymać klienta, czekając na lepsze czasy. Jeśli przyjrzymy się koszykom cen – te są najniższe w hipermarketach i dyskontach, ale hiperom jest dużo trudniej wyjść „na plus”. Panami rynku są dyskonty i formaty do nich zbliżone (np. proximity stores – markety osiedlowe, będące w istocie dużymi sklepami convenince – wygodnego zakupu). Tutaj najefektywniej inwestuje się duże pieniądze w sprzedaż i utrzymanie przy sobie klienta, który ma powody do radości – jest dużo, tanio i dobrze.
– Czego Pan się spodziewa w najbliższej przyszłości, jeśli chodzi o sytuację w handlu?
– Zwróciłbym uwagę na nadchodzącą dekoniunkturę, która jest już blisko. To przecież kwestia cykliczności procesu gospodarczego. Na tym tle, myślę że jedynym wyjściem, by zderzyć się najmniej boleśnie z kryzysem ogólnoświatowym i wyjść z niego jako „zielona wyspa” jest zatroszczyć się o handel, który gwarantuje swoistą, ekonomiczną „niepodległość Polski” wobec zjawisk kryzysowych.
Symptomy nie rozpieszczają – wyraźny spadek widać już w eksporcie światowym. W sektorze żywnościowym producenci często idą w kierunku wielkich konsolidacji i sięgania po produkty z wyższą wartością dodaną – prozdrowotne, organiczne, funkcjonalne. Tam są pieniądze. Sektorowi produkcji towarzyszą handlowcy – powstają gigantyczne grupy zakupowe, do których wchodzą koncerny światowe: łączy się skala z jakością i nowościami. To jest po prostu „miękka poduszka” przed nadchodzącymi spowolnieniami. Myślę, że w momencie, kiedy pojawi się dekoniunktura, w Polsce natychmiast ruszą konsolidacje. Duże firmy będą „łykać” te mniejsze, bo tylko skala pozwoli utrzymać niższe ceny produktów..
– Jak w tym kontekście będzie wyglądać zakaz handlu w niedziele?
– Jeśli utrzyma się, to tak jak dotychczas – będzie zwiastunem osłabienia słabszych i okolicznością sprzyjającą destabilizacji rynku pracy, tym bardziej zagrożonego pogorszeniem koniunktury. Nastąpi ogromne rozwarstwienie wśród pracowników. Najlepiej zapłacą najsilniejsi, przeszkolą ich do korzystania ze wsparcia technologicznego sprzedaży – tutaj zarobi się dobrze i coraz lepiej. Cała reszta jednak, głównie w sklepach i sieciach uboższych, już na to zjawisko „załapie się” w mniejszym stopniu. Powróci zatrudnienie tymczasowe i inne formy pracy tańszej. Konkurowanie wysokopłatnym fachowym personelem kosztuje, podobnie jak wprowadzenie nowości technicznych, a nie wszyscy mają i będą mieć na to pieniądze, co zaostrzonej dekoniunkturą konkurencji zaowocuje bankructwami.
– Jaki byłby rozsądny, najlepszy kompromis w zakazie handlu w niedziele? Może utrzymanie ubiegłorocznej sytuacji, czyli dwóch handlowych niedziel w miesiącu?
– Moim zdaniem, powinny pojawić się rozsądne zachęty na rzecz nowych regulaminów płac, uwzględniających wyższe wynagrodzenia w niedzielę i powrót do formuły: kto chce pracować w niedziele niech pracuje. Innymi słowy: nie da się ominąć argumentów socjalnych, pracowniczych, ale nie wolno tego robić poprzez zakazy, bo skutki tego już nieco poznaliśmy w sferze firm małych w handlu. W kryzysie może być tylko gorzej. Trzeba zacząć poważnie rozmawiać o zachętach dla specjalnych regulaminów nagradzania w dni świąteczne, ale... nie wpisywałbym nakazów do ustawy. To jest wolna gospodarka, więc tworzyłbym warunki, by łatwiej i bezpieczniej można było wynegocjować w firmach i branżach wyższe stawki wynagrodzeń za dni świąteczne. Ale bez politycznego i światopoglądowego przyciskania pracodawców do muru, w czym specjalizuje się „Solidarność”.
Dwie niedziele w miesiącu to nie jest dobre rozwiązanie. Gołym okiem widać, że z tego tytułu są straty dla gospodarki. To prawda, że konsument się przyzwyczaił, najwięksi zarobili, ale… kilka tysięcy małych sklepów spadło z rynku. Mały sklep nie jest w stanie konkurować w warunkach obrony swoich interesów wykreowanych przez dużych graczy. Nawet wielki hurt, integrujący małe sklepy w sieci franczyzowe nie zwycięży w konkurencji wprowadzania nowych linii marek własnych, masowych promocji tygodniowych, a pod koniec tygodnia, w piątki i soboty – we wzmocnieniu kadrowym sklepu. Owszem, konsument jest zadowolony, bo podoba mu się wymuszona deflacja cen w dużym handlu, ale trzeba wziąć pod uwagę, że to zabija resztę. Między bajki też trzeba włożyć tezę, że nawet jeśli rynek wewnętrzny skurczy się, to produkcja znajdzie ujście w eksporcie. W czasach nadchodzącego spowolnienia światowego i europejskiego w szczególności, bardzo w to wątpię. I tym bardziej ostrzegam przed brnięciem w ograniczanie handlu wewnętrznego – to zła droga i dobrze, że przynajmniej lęk przedwyborczy mityguje zwolenników. Oby za nim szło zrozumienie interesu gospodarczego kraju.
(28.01.2019 za dlahandlu.pl, fot. PTWP)






