Prezes KZSM ostrzega: sytuacja w mleczarstwie nie jest dobra. „Nie zanosi się na poprawę”
Z Markiem Kapicą, nowym prezesem Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, na temat wyzwań stojących przed polskim mleczarstwem rozmawia Paweł Kuroczycki
Sytuacja polskiego melczarstwa
Od niedawna kieruje Pan KZSM, jest Pan także producentem mleka, jak i prezesem Spółdzielni Dostawców Mleka w Wieluniu. Jak Pan ocenia sytuację polskiego mleczarstwa?
Niewielkim pozytywnym sygnałem jest delikatny ruch cen odtłuszczonego mleka w proszku, którego ceny wzrosły powyżej 11 zł za kilogram, co poprawia opłacalność produkcji.
Przy obecnych cenach surowca na rynku, jego produkcja powoli zaczyna się bilansować. Nie jest to jeszcze zadowalający zysk, ale już nie jest to, co było wcześniej i dzięki temu część nadwyżki mleka możemy wyeksportować. Naszym problemem jest także to, że mamy dużą dynamikę wzrostu produkcji surowca nie tylko w Polsce, lecz także w Europie i na całym świecie. Czy świat jest na to przygotowany, żeby to wszystko zagospodarować? Trudno powiedzieć. Jednakże są kraje, które importują mleko i potrzebują tego produktu. Jest więc nadzieja, że to może było też związane z tym, że ceny w pewnym okresie były zbyt wygórowane, co spowodowało spadek eksportu tak jak powiedziałem – nie tylko w Polsce, ale w Europie.
Problemem jest także to, o czym mało się mówi, że Indie są największym producentem mleka na świecie i mają niskie koszty produkcji, co powoduje, że Europa konkuruje bardziej jakością niż ceną.
Unijne regulacje, przykręcanie śruby rolnikom, zwłaszcza tym zajmującym się produkcją zwierzęcą nie pomagają. Nieustanne zaostrzanie wymagań oznacza dla producentów mleka rosnące koszty. A chcę przypomnieć, że jeśli chodzi o dopłaty bezpośrednie to są one nominalnie wyższe niż w 2004 roku, kiedy weszliśmy do Unii, ale realnie niższe – na co wpływa inflacja i wyższe koszty (siła nabywcza dopłat spada).
A pamiętamy, że w roku wejścia do Unii mieliśmy bodajże 55% docelowej ich wysokości. I co roku mieliśmy mieć przez 10 lat podnoszone po 5 czy 10%. Jesteśmy dzisiaj w 2026 roku, a te dopłaty są realnie niższe. Żeby otrzymać nieco więcej, rolnicy muszą wchodzić w ekoschematy, spełniać dodatkowo wymagania, co wiąże się z większym nakładem pracy i utrudnieniami w produkcji i pociąga wzrost kosztów. Dopłaty istnieją, ale często wymagają spełnienia dodatkowych warunków.
Cały wywiad tutaj






