Komentarz Krzysztofa Wróblewskiego Redaktora Naczelnego Polski Rolnej


Na światowym rynku mleka panuje kompletny chaos. Eksport produktów mleczarskich z Polski kompletnie siadł. Zaś na rynku krajowym panuje kompletna bryndza i to nie owcza, ale krowia! Zaraz przejdę do faktów obrazujących ową bryndzę. Ale jest szansa, aby w naszym kraju  zwiększyła się znacznie sprzedaż polskich wyrobów z polskiego mleka. Stał się bowiem cud. Polega on na tym, że poglądy pani Profesor Grażyny Cichosz z Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego w Olsztynie- technologa żywności i eksperta od spraw bezpieczeństwa żywnościowego- przebiły się do czołowych mediów i najbardziej opiniotwórczych kręgów opinii publicznej. Spotkały się także z szerokim odzewem konsumentów,  w tym także tych z wielkich miast. Stało się dzięki dwóm  bardzo dobrym dziennikarzom: Bogdanowi Rymanowskiemu oraz Janowi Pospieszalskiemu.

I tak obszerny wywiad  Bogdana Rymanowskiego z profesor Cichosz:” Żywieniowy przekręt „osiągnął grubo ponad dwa miliony siedemset tysięcy wyświetleń. Jego plonem było też  sto sześćdziesiąt osiem  tysięcy laików oraz ponad  dwadzieścia cztery tysięcy komentarzy. Natomiast wywiad redaktora Jana Pospieszalskiego z profesor Grażyną Cichosz pod tytułem: Biznes ponad zdrowiem  przekroczył granicę  pół miliona wyświetleń. W kilku zdaniach nie sposób pisać przerażających wątków, podpartych konkretami, związanych z propagowaniem określonej diety opartej na fałszywych założeniach. Jej efektem jest produkcja złej żywności, której konsumowanie sprzyja powstawaniu wielu chorób. Owa wysoko przetworzona żywność nader często przyczynia się do wielu chorób i tym sposobem napędza biznes.  Z tych rozmów wynikają też udokumentowane wnioski  o prozdrowotnych właściwości mleka,  tłuszczu mlecznego, serów twardych, twarogów, jogurtów naturalnych, kefirów oraz serków naturalnych homogenizowanych. Pani profesor ceni też spożywanie dużej ilości jajek oraz walory odżywcze wszelakiego mięsa, szczególnie wołowiny. Jednak ta z państw MERCOSUR ze względu na długi okres transportu morskiego traci walory odżywcze. Zachowa je tylko, gdy będzie transportowana samolotem, ale wówczas będzie bardzo droga.  
   Te i inne wywiady z panią profesor Cichosz spotkały się z olbrzymim hejtem, przeważnie celebrytów, a nie ekspertów. Wspierajmy panią profesor Cichosz. Zachęcamy do obejrzenia wspomnianych wywiadów. Również na stronach Polski Rolnej Nowego Przeglądu Mleczarskiego i na naszym kanale YouTube można obejrzeć inne wystąpienia profesor Grażyny Cichosz.
 
                               
Ceny zbytu podstawowych
produktów mleczarskich sięgnęły dna i  wnet owe dno przebiją. Odtłuszczone mleko w proszku kosztuje w granicach ośmiu  złotych  za kilogram, a  te sprowadzone za wschodniej granicy nawet poniżej ośmiu  złotych za kilogram. Po długim weekendzie wydawało się, że cena masła pójdzie w górę. Wszak  jeszcze dwa tygodnie temu doszła do granicy dwudziestu czterech złotych  za kilogram.  I był to optymistyczny sygnał. Teraz są chętni do jego zakupu ,ale po około dwadzieścia  złotych  za kilogram. I wielce wątpliwe jest, że przed świętami  ten sztandarowy polski produkt znacząco zdrożeje. Dlatego bardziej opłacalna jest sprzedaż śmietany przerzutowej, po dwadzieścia cztery  grosze za jednostkę tłuszczu. Sery twarde płacą przerażająco źle. Bo cena dobrej krajowej Goudy to około  piętnaście  złotych  za kilogram. Natomiast ta z Niemiec kosztuje  około trzynastu  złotych zaś z Holandii, trochę powyżej  jedenastu  złotych. Oczywiście za jeden kilogram. Trochę lepiej płacą sery z dziurami. Spada też cena galanterii mleczarskiej.
                                        
Czy na czymś można
obecnie w mleczarstwie zarobić?  Owszem:  jeżeli na przykład  kupi się mleko z Francji, w cenie jednego złotego i trzydziestu groszy za litr, a następnie przerobi je na  mozzarellę, to jest to niewątpliwie  opłacalne. Gdy  się kupi koncentrat mleka chudego  z Francji, to  zarobek będzie także na produkcji odtłuszczonego mleka w proszku, które płaci śmiesznie niską cenę.  Kierując się czystym rachunkiem ekonomicznym to należałoby  kupować jak najwięcej taniego mleka z zagranicy oraz zagranicznych produktów mleczarskich, które są sprzedawane w Polsce po cenach dumpingowych. Jest jednak  małe, ale: ta czysta ekonomia skończyłaby się  kompleksową likwidacją tysięcy  polskich gospodarstw produkujących mleko. Poza tym rolnicy są właścicielami  spółdzielczych zakładów mleczarskich, które  dominują w branży.  Zaś spółdzielnie mają prawny obowiązek zakupu surowca od swoich członków.
                          
Wielkie sieci handlowe
widzą tą polską mizerię i  namawiają do podpisywania długoterminowych   umów. Większość firm wzdryga się przed zawieraniem takich umów.  Jednak wielki sieci handlowe  prędzej czy później dopną swego. Wszak mają one olbrzymią przewagę kontraktową  i to nie tylko nad polskim mleczarstwem! To one rządzą handlem. A im większy kryzys  tym ich zarobki są większe.  O ich  niedobrych praktykach  piszę od wielu  lat.  Jednak jest to tzw. wołanie na puszczy. Każdy kolejny rząd, niezależnie od opcji politycznej, jest zbyt słaby, aby wprowadzić regulacje  cywilizujące  postępowanie wielkich sieci handlowych na wzór niemiecki czy też francuski! Dlatego od lat też powtarzam, że funkcjonowanie tego segmentu handlu powinno być uregulowane  prawem unijnym. Na takim rozwiązaniu polskie rolnictwo i przetwórstwo niewątpliwie zyskają! Innego bicza na te handlowe molochy nie widzę. Poza tym znakomita większość z nich płaci zaledwie symboliczne podatki dla polskiego fiskusa.
                                 
Wniosek z moich rozważań
jest  bardzo prosty i okrutny: aby przestać generować straty i wyjść  na przysłowiowe  zero ceny skupu mleka muszą się kształtować  poniżej jednego złotego i osiemdziesięciu  groszy za litr. To jest cena uśredniona. Są takie firmy, które będą musiały płacić mniej, a niektóre będą mogły płacić trochę więcej. Ceny skupu spadną, moim zdaniem, nawet w OSM Piątnica, która należy do najlepszych firm w Europie. Czy w tej super spółdzielni dojdzie do buntu z racji obniżki cen do poziomu dwóch złotych i dwudziestu groszy za litr. Zapewne  nie dojdzie? Ale już obecnie ta spółdzielnia kupuje dużo dobrego mleka od innych firm, co jest oszczędnością, bowiem dobrych producentów, którzy chcieliby do niej sprzedawać mleko nie brakuje. Z tego zaś co wiem Piątnica nie przyjmuje nowych dostawców.
 
                                      
Wiem, że są zakłady,
które nie zdecydują się na tak drastyczne obniżki. Pójdą w straty i będą starały się przetrwać . Tylko jak długo będzie trwało owe przetrwanie ?  Zapowiada się bowiem ,że ten kryzys może potrwać nawet rok.  Na taki manewr przetrwania mogą sobie pozwolić tylko takie firmy, które mają solidną poduszkę finansową. A te, co mają niewielkie zasoby, bardzo ryzykują. Bowiem gdy stracą płynność finansową, a bank  odmówi albo pogorszy warunki finansowania, to dojdzie do katastrofy, która może się skończyć bankructwem. A o patrona, który chciałby przejąć zagrożoną spółdzielnię będzie trudno. Ta moja uwaga dotyczy nie tylko spółdzielczych patronów, ale także i tych prywatnych. Jednak jestem dziwnie przekonany, że kapitał zagraniczny np. francuski czy też niemiecki chętnie by  przejął takie spółdzielnie. I to byłby także początek końca  polskiego sektora mleczarskiego.   


 

Współpraca