Czas proszków powrócił!
Na światowym rynku mleka coraz więcej płaci się za białko. Odtłuszczone mleko w proszku kosztuje w Polsce blisko 14 zł za kilogram, choć pod koniec ubiegłego roku jego cena wynosiła około 8 zł. Jednocześnie niedobory surowca na południu Europy zmieniają układ sił pomiędzy rolnikami a mleczarniami. Jarosław Malczewski, prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej, ocenia, że najgorszy okres już minął, a rynek mleka stał się rynkiem sprzedającego.
Na rynku mleka rozpoczął się wyraźny wzrost wartości produktów białkowych. Odtłuszczone mleko w proszku, serwatka oraz specjalistyczne koncentraty i izolaty białkowe drożeją, podczas gdy rentowność tłuszczu mlecznego pozostaje relatywnie niska. Zdaniem Jarosława Malczewskiego można już mówić o powrocie „czasu proszków”.
Prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej zwrócił uwagę na wyjątkową sytuację podczas ostatniej aukcji Global Dairy Trade, platformy powiązanej z nowozelandzką spółdzielnią Fonterra. Odtłuszczone mleko w proszku było tam droższe od pełnego mleka w proszku o około 90 dolarów za tonę. Jest to rzadko spotykane, ponieważ w normalnych warunkach pełne mleko w proszku kosztowało zwykle znacznie więcej.
Zmiana relacji cen potwierdza skalę światowego niedoboru białka mlecznego. Wzrost obejmuje nie tylko podstawowe proszki, ale również koncentraty i izolaty białkowe, których ceny – według Jarosława Malczewskiego – osiągnęły najwyższy poziom od dziesięciu lat.
Trend światowy jest widoczny również w Polsce. Odtłuszczone mleko w proszku kosztuje obecnie blisko 14 zł za kilogram. Pod koniec poprzedniego roku jego wartość oscylowała wokół 8 zł, zbliżając się do poziomu odpowiadającego unijnej cenie interwencyjnej. Tak niska wycena proszku mogłaby oznaczać wartość surowca na poziomie zaledwie około 70 groszy za litr.
Obecna sytuacja jest zdecydowanie korzystniejsza. Podrożało nie tylko odtłuszczone mleko w proszku, ale również serwatka. Ekspert mówi już o zdecydowanym trendzie wzrostowym, który może poprawić wyniki proszkowni oraz zwiększyć możliwości finansowe mleczarni.
Znacznie większe różnice pomiędzy głównymi światowymi rynkami występują w przypadku tłuszczu. Masło w blokach kosztuje w Nowej Zelandii około 21 zł za kilogram, a przeciętna cena w Unii Europejskiej i Polsce wynosi około 19,50 zł. Najtańsze pozostaje masło amerykańskie, wyceniane na 12–13 zł za kilogram.
Porównując te wartości, należy uwzględnić różnice jakościowe. Masło ze Stanów Zjednoczonych zawiera zazwyczaj około 80 proc. tłuszczu, podczas gdy europejski standard wynosi 82 proc. Przytoczone stawki są ponadto cenami hurtowymi masła w blokach, przeznaczonego przede wszystkim na eksport, a nie cenami produktów formowanych dostępnych w handlu detalicznym.
Na rynku serów nie doszło jeszcze do równie wyraźnego przełomu. Polska utrzymuje silną pozycję w produkcji serów twarogowych, których sytuacja rynkowa pozostaje względnie stabilna. Problemem są natomiast sery twarde. Duże zapasy znajdują się zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Unii Europejskiej oraz Polsce.
Cena sera gouda wynosi obecnie około 15–16 zł za kilogram. Jest to poziom wyższy niż podczas największego załamania, gdy polskie sery kosztowały 12–14 zł, a towary sprowadzane z Niemiec pojawiały się nawet w cenie około 10 zł. Nadwyżki nadal jednak ograniczają możliwości szybkiego i trwałego wzrostu cen.
Potencjalnym ryzykiem pozostaje Ukraina. Problemy z funkcjonowaniem centrów dystrybucyjnych mogą skłaniać ukraińskich producentów do poszukiwania nowych rynków dla produktów mleczarskich. W przypadku serów dojrzewających handel jest dodatkowo ułatwiony przez brak kontyngentów w umowie DCFTA.
Jarosław Malczewski ocenia jednak, że obecnie jest to przede wszystkim potencjalne, a nie bezpośrednie zagrożenie. Rosnące zapotrzebowanie na mleko przerzutowe w Europie Zachodniej zmniejsza bowiem presję na wysyłanie do Polski tanich produktów przetworzonych. W dłuższej perspektywie Ukraina może jednak stać się poważnym konkurentem europejskiego sektora rolno-spożywczego.
Najważniejszą zmianą jest przejście od rynku kupującego do rynku sprzedającego. Zdaniem prezesa Polskiej Grupy Mleczarskiej rynek mleka stał się obecnie rynkiem rolnika. Do odwrócenia sytuacji doszło w sierpniu, gdy produkcja wyraźnie zmalała, zwłaszcza na południu Europy.
Malczewski wskazywał na poważne lokalne spadki we Francji, Włoszech i Hiszpanii, będące konsekwencją suszy, upałów oraz pożarów. Niedobory surowca na południu kontynentu powodują, że mleko i koncentrat z Niemiec oraz Austrii są wysyłane do Francji i Włoch, gdzie cena może dochodzić do około 55 eurocentów za kilogram.
Taki kierunek handlu wpływa również na sytuację w Polsce. Jeżeli niemieckim mleczarniom bardziej opłaca się sprzedać surowiec na południe Europy, maleje ryzyko napływu do Polski tanich serów i innych produktów. Powstająca luka może jednocześnie zwiększać zapotrzebowanie na mleko z Europy Środkowo-Wschodniej.
Pierwsze sygnały poprawy docierają bezpośrednio do rolników. Krzysztof Wróblewski przytoczył wiadomość od dostawcy OSM Koło, który miał otrzymać premię w wysokości 30 groszy za litr. Dzięki niej jego stawka zbliżyła się do 1,90 zł netto.
Należy jednak rozróżnić trwałą zmianę cennika od premii fakultatywnej. Dodatkowe pieniądze wypłacane przez spółdzielnie nie muszą automatycznie stać się stałym elementem ceny skupu. Część mleczarni traktuje je jako zabezpieczenie na wypadek dalszego rozwoju sytuacji rynkowej. Branża liczy jednak, że premie zostaną utrzymane i ostatecznie włączone do cenników.
Wzrost cen nie oznacza jeszcze pełnego odrobienia strat przez gospodarstwa. Drożeją paliwa, nawozy, energia oraz materiały wykorzystywane zarówno przez producentów, jak i zakłady mleczarskie. Kolejne podniesienie płacy minimalnej zwiększy również koszty pracy w przetwórstwie.
Jarosław Malczewski wskazywał, że Francja i Włochy zapowiedziały znaczące programy pomocy dla swoich producentów rolnych. Jego zdaniem Polska powinna pójść podobną drogą, ponieważ koszty produkcji w naszym kraju zbliżyły się do poziomu ponoszonego przez gospodarstwa zachodnioeuropejskie. Rolnicy nadal oczekują między innymi na dopłaty do nawozów, rekompensaty związane z suszą oraz pomoc w pokryciu kosztów paliwa.
Druga część rozmowy została poświęcona relacjom rolników i przetwórców z wielkimi sieciami handlowymi. Jarosław Malczewski poinformował o przygotowaniu pakietu propozycji legislacyjnych. Jednym z jego elementów ma być ustawa delistingowa, dotycząca usuwania produktów z półek, marek własnych oraz udziału produktów producenckich w ofercie sklepów.
Rozważane są również rozwiązania wzorowane na systemach certyfikacji i standaryzacji żywności funkcjonujących w Niemczech oraz Francji. Miałyby one chronić krajowy rynek i poprawić pozycję negocjacyjną producentów. Malczewski krytycznie ocenił natomiast możliwość ustawowego wyznaczania minimalnych cen, wskazując na unijne kompetencje w zakresie polityki handlowej.
Zdaniem rozmówców rynek żywności nie jest i nigdy nie był rynkiem całkowicie wolnym. Rolnictwo jest strategicznym działem gospodarki oraz filarem bezpieczeństwa państwa, dlatego we wszystkich rozwiniętych krajach podlega różnym formom interwencjonizmu.
Najważniejsze powinny być trwałe rozwiązania systemowe, a nie wyłącznie doraźna pomoc uruchamiana po wystąpieniu kolejnego kryzysu. Stabilne prawo, skuteczniejsza ochrona rynku i mocniejsza pozycja rolników wobec sieci handlowych mogłyby ograniczyć konieczność późniejszego „gaszenia pożarów”.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy obecny wzrost cen proszków i niedobór mleka w części Europy przełożą się na trwałe podwyżki cen skupu. Zdaniem Jarosława Malczewskiego najgorszy okres już minął, a poprawa prognozowana wcześniej na przełom września i października rozpoczęła się szybciej, niż oczekiwano.






