Gdyby nie dotowanie rolnictwa, za żywność płacilibyśmy kilka razy więcej niż obecnie

21.05.2019 -

– Żywność jest tania, za tania. Jeszcze 100 lat temu w Polsce na żywność wydawaliśmy 60-80% domowego budżetu. Teraz jest to około 16% – mówi Bartosz Urbaniak, szef Bankowości Agro BNP Paribas na Europę Środkowo-Wschodnią i Afrykę.

Intensywna produkcja jest teraz na cenzurowanym z powodu efektu cieplarnianego. Czy słusznie?

– Po pierwsze, tylko rolnictwo intensywne, na skalę przemysłową jest w stanie zaspokoić rosnące potrzeby żywieniowe powiększającej się populacji światowej. Po drugie, chciałbym, żeby do szerokiej opinii publicznej przebił się komunikat, że żywność jest tania, za tania. Jeszcze 100 lat temu w Polsce na żywność wydawaliśmy 60-80% domowego budżetu. Teraz jest to 16%. Było to możliwe m.in. dzięki zwiększeniu intensywności produkcji. Druga przyczyna to dotacje unijne i krajowe. Gdyby nie one, za kubeczek jogurtu płacilibyśmy nie 1 zł jak obecnie, tylko 3-3,5 zł, bo taka jest jego realna, komercyjna wartość. Oczywiście taki skok cen prawie do zera zminimalizowałby ogromne marnotrawstwo żywności występujące w większości bogatych społeczeństw, ale skutkowałby także realnymi dramatami, związanymi z pytaniem „co włożyć do garnka?” – komentuje Bartosz Urbaniak.

Jak dodaje, chwalimy sobie niskie ceny żywności i obarczamy ją winą za wszystkie zawinione i niezawinione grzechy. Przykładem tego jest czarny PR związany z emisją gazów cieplarnianych w rolnictwie.

– We wszystkich doniesieniach podaje się tylko, że w latach 2005-2015 emisja gazów związanych z produkcją bydła wzrosła o 18%. Pomija się natomiast fakt, że ta sama emisja per sztuka bydła spadła o 11%. Przy rosnącym zapotrzebowaniu na żywność oczywiste jest, że globalna wartość emisji rośnie. Nikt nie chce jednak dostrzec wysiłku, który rolnictwo podejmuje, by ograniczyć emisję per sztuka. Każdy inny przemysł za takie inwestycje byłby doceniony, a rolnictwo jest krytykowane. To nierzetelne manipulowanie faktami – przyznaje Urbaniak.

– W tym miejscu trzeba sobie także wyraźnie powiedzieć, że rolnictwo może rozwijać się harmonijnie tylko z pomocą państwa, czyli subwencji z naszych podatków. W innym przypadku ceny żywności pójdą w górę o 200-300%. Tempo postępu m.in. technologicznego jest bowiem tak duże, że rolników nie stać na to, żeby z codziennej działalności dokonać takich inwestycji jak zmniejszanie emisji gazów, melioracje, produkcja czystej energii czy odnowa parku maszynowego. Istotnym plusem tego systemu jest z kolei fakt, że jemy żywność bardzo bezpieczną, o której wiemy nie tylko skąd pochodzi, ale także jaką paszę jadła krowa, z której mleka zrobiono serek, który kupiliśmy. Za ten przywilej ktoś musi płacić, albo indywidualny konsument przy sklepowej półce, albo wszyscy dzięki redystrybucji podatków w postaci dotacji – podsumowuje Bartosz Urbaniak, szef Bankowości Agro BNP Paribas na Europę Środkowo-Wschodnią i Afrykę.

(21.05.2019 za portalspozywczy.pl, fot. portalspozywczy.pl)


Współpraca