Wprowadzenie ustawowych cen minimalnych na produkty rolne mogłoby zostać zakwestionowane przez Komisję Europejską i doprowadzić do wzrostu importu. Jarosław Malczewski proponuje inne rozwiązanie: obserwatoria kosztów produkcji i marż handlowych, które pozwoliłyby zapewnić rolnikom godziwe wynagrodzenie bez naruszania unijnego prawa. W rozmowie z Krzysztofem Wróblewskim analizuje także zastój w eksporcie nabiału, rekordowe zapasy mleka UHT oraz sytuację na rynku serów.


Na światowym rynku mleka utrzymuje się niepewność. Branża oczekiwała, że przygotowania do Ramadanu i Chińskiego Nowego Roku przyniosą większe zamówienia na produkty mleczarskie. Towary powinny zostać zakontraktowane odpowiednio wcześniej, aby do końca listopada trafić na statki. Tymczasem oczekiwanego ożywienia nadal nie widać.
Jarosław Malczewski, prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej, wskazuje, że jednym z najważniejszych powodów są wysokie ceny paliw i energii, związane między innymi z napiętą sytuacją w Zatoce Perskiej. Koszty nośników energii wpływają zarówno na produkcję i przetwórstwo, jak i transport gotowych produktów.

Europejskie mleczarstwo traci przez to konkurencyjność wobec Nowej Zelandii i Stanów Zjednoczonych. Problemem nie muszą być same ceny artykułów mleczarskich, lecz koszt ich wytworzenia i dostarczenia do odbiorcy.

 

Chiny ostrożniej kupują nabiał


Chiny pozostają największym importerem produktów mleczarskich na świecie, ale jednocześnie realizują strategię zwiększania samowystarczalności żywnościowej. Zdaniem Malczewskiego zakupy masowych artykułów mleczarskich są przez to prowadzone z większą ostrożnością.

Ekspert nie wyklucza również działań spekulacyjnych. Najwięksi kupujący mogą wstrzymywać się z finalizacją kontraktów, licząc na wzrost zapasów i obniżenie cen po stronie producentów.

Podobny mechanizm widać na polskim rynku mleka UHT. Sieci handlowe wiedzą, że magazynowe zapasy tego produktu były ponadnormatywne. Wykorzystują więc słabszą pozycję mleczarni do negocjowania bardzo niskich cen. Mleko UHT zaczyna pełnić funkcję magnesu promocyjnego, którą wcześniej spełniało przede wszystkim masło.

 

USA chcą sprzedać nadwyżki sera


Stany Zjednoczone również zmagają się z dużymi zapasami produktów mleczarskich. Problem dotyczy przede wszystkim sera cheddar i tłuszczu mlecznego. Około jednej czwartej amerykańskiego mleka trafia do produkcji serów, dlatego branża oczekuje działań wspierających eksport, między innymi do Chin.

Polska jest mocno uzależniona od sytuacji na rynku unijnym. Około 73 proc. eksportowanych produktów mleczarskich trafia do państw Unii Europejskiej. Znaczna część jest następnie reeksportowana przez pośredników, dlatego polscy producenci zależą również od zawieranych przez nich kontraktów i zagranicznych rynków zbytu.

 

Niemiecka mozzarella i gołda konkurują ceną


Na polskich półkach coraz silniej widoczna jest niemiecka mozzarella, która jest oferowana taniej od krajowych produktów. Lepsze możliwości sprzedaży daje kanał gastronomiczny HoReCa, gdzie mozzarella może osiągać korzystniejszą cenę niż w dużych sieciach handlowych.

Nadwyżki serów w Polsce, Europie i innych regionach powstały w dużej mierze z bardzo taniego mleka przerzutowego i mleka zagęszczonego. Zakłady dysponujące wolnymi mocami przerabiały tani surowiec na produkty, które można dłużej przechowywać.

Polska pozostaje dużym eksporterem mozzarelli, ale krajowym producentom trudno konkurować z włoskimi markami. Włoska mozzarella może być sprzedawana nawet o 30–40 proc. drożej, ponieważ tamtejsze przedsiębiorstwa przez dziesięciolecia budowały rozpoznawalność swoich produktów. Zdaniem Malczewskiego Polska również potrzebuje silnych marek producenckich.

 

Rekordowo droga serwatka pomaga serowniom


Niepewna sytuacja eksportowa stawia pod znakiem zapytania kolejne podwyżki cen skupu mleka. Premie wypłacone dostawcom przez część mleczarni nadal nie stały się trwałym elementem cenników.

Pozytywnym sygnałem jest rekordowa cena słodkiej serwatki w proszku, sięgająca około 8,80 zł za kilogram. Jest to poziom prawie dwukrotnie wyższy niż kilka miesięcy wcześniej. Droga serwatka poprawia wyniki serowni, chociaż gołda nadal kosztuje najczęściej od 15 do 16 zł za kilogram.

Na krajowy rynek ponownie trafia gołda z Niemiec, oferowana nawet o około 2 zł taniej za kilogram. Niemieckie zakłady próbują w ten sposób ograniczyć ponadnormatywne zapasy magazynowe.

 

Mniej zbóż i mleka na południu Europy


Dodatkowym wyzwaniem będą rosnące ceny zbóż i pasz. Zbiory kukurydzy we Francji mogą być niższe o 20–30 proc., a poważne spadki prognozowane są również we Włoszech i Hiszpanii. W Polsce sytuacja wygląda lepiej, choć łączne zbiory zbóż mają być nieco niższe niż rok wcześniej, a rzepaku – niższe o około 15 proc.

Produkcja mleka na południu Europy już spada. Nawet jeśli liczba wyprodukowanych litrów nie zmniejszy się znacząco, mniej może być suchej masy, czyli tłuszczu i białka wykorzystywanego przez przemysł. Ten czynnik może w kolejnych miesiącach wywierać presję na wzrost cen mleka.

 

Ceny minimalne czy kontrola kosztów i marż?


Ważną częścią rozmowy był postulat wprowadzenia cen minimalnych na podstawowe produkty rolne. Według Jarosława Malczewskiego takie rozwiązanie byłoby sprzeczne z unijnymi regulacjami, ponieważ polityka handlowa pozostaje w kompetencji Komisji Europejskiej.

Próbę wprowadzenia cen minimalnych podjęła wcześniej Hiszpania. Rozwiązanie zostało zakwestionowane przez Komisję Europejską, a droższe hiszpańskie produkty zaczęły przegrywać na sklepowych półkach z tańszym importem.
Nie oznacza to jednak, że rolnicy mają pozostać bez ochrony. Malczewski proponuje osiągnięcie podobnego skutku za pomocą innych instrumentów – obserwatorium kosztów produkcji rolnej i przetwórstwa oraz obserwatorium marż handlowych.

Mechanizm wzorowany na rozwiązaniach francuskich pozwalałby powiązać ceny z rzeczywistymi kosztami. Jeżeli koszty produkcji rosłyby, wzrastałyby również ceny płacone rolnikom i przetwórcom. Przy spadku kosztów możliwa byłaby odpowiednia korekta w dół.

Zdaniem eksperta regulowanie marż i odwoływanie się do kosztów produkcji może być zgodne z prawem unijnym. Francja otrzymała możliwość wdrażania podobnych rozwiązań, co może stanowić punkt odniesienia również dla Polski.

 

Rolnicy potrzebują deregulacji


Malczewski zwraca również uwagę na przerost krajowych regulacji. Przywołuje raporty, według których jedynie 7 proc. przepisów ma wynikać bezpośrednio z prawa unijnego, a pozostałe 93 proc. stanowią polskie nadregulacje.
Jako przykład podaje dawny system kwotowania mleka. W Polsce został on połączony z procedurami administracyjnymi, co przyniosło rolnikom dodatkową biurokrację, problemy i kary. W Holandii zmiany w limitach produkcji przekazywano producentom w znacznie prostszy sposób.

– Rolnik ma w spokoju produkować i dostawać za to godziwą zapłatę, a nie zajmować się wyłącznie dokumentami – podkreśla Jarosław Malczewski.

Z prezesem Polskiej Grupy Mleczarskiej rozmawiał Krzysztof Wróblewski dla portalu „Polska Rolna”.
 

Współpraca